Wierni przyjaciele, dobre książki i uśpione sumienie - oto ideał życia Mark Twain
piątek, 02 października 2009
Zmiany, zmiany, zmiany

 

Wielkie zmiany w moim życiu nadeszły ostatnio. Zmieniłam stan cywilny, jestem w ciąży a kupno mieszkania jest na dobrej drodze (odpukać). Wszystko dzieje się tak szybko, a ja mam wrażenie, że życie pędzi obok mnie. Być może przez to moje okropne dolegliwości ciążowe, zmęczenie, ciągłe wymioty, które odbierają mi możliwość wykonywania nawet najmniejszej czynności. Chciałabym ten okres przespać, nie jestem w stanie czytać a co dopiero siedzieć przy komputerze. Całe szczęście, że mam wsparcie w kochanym mężu, który dwoi się i troi by choć odrobinę mi ulżyć.


Jak wrócę z krainy kibel-miska, poczytam i opiszę.  

wtorek, 04 sierpnia 2009
Książki jak trufle

Czytam "Pożegnanie z Afryką", podczas kąpieli głównie, i brakuje mi gorącego powietrza i słońca jakie towarzyszyło mi podczas weekendu. Byliśmy na krótkim wypadzie na Węgrzech, bo do ślubu trzeba oszczędzać wolne dni, a w lecie przychodzi mi to wyjątkowo ciężko. Jednak od samego czytania robi się duszno a powietrze staje się gęste - czuć atmosferę gorących, spalonych słońcem krajów. Karen Blixen staje się coraz ciekawszą osobą i coraz bardziej interesuje mnie jej biografia. Chciałabym dowiedzieć się czegoś więcej o tej niezwykle charyzmatycznej osobie, kobiecie mocnej i silnej. W książce nie ma mężczyzn w jej życiu, pojawia się tylko wierny czarny sługa. Cierpliwie przemilcza brak męża, separację, tak jakby nigdy go nie było. Po prostu oddaje się przyrodzie pod górami Ngong, wydaje mi się, że Afryka pomaga zapomnieć i przewartościować swoje życie, odnaleźć jakiś zupełnie inny punkt odniesienia do rzeczywistości. Przynajmniej pozwoliła na to Blixen. I opisy Kikujusów, ich podejścia do życia, wiary, obawy przed śmiercią i zarazem zupełnej zgody na nią, wiele można się nauczyć. 

Wczoraj zaczęłam tez podczytywać "Dolinę Issy", wszystko przez to, ze położyłam się do łóżka i okazało się, że nie mam książki pod ręką. Lenistwo wzięło górę i zamiast powędrować do pokoju po "Pożegnanie z Afryką" wzięłam pierwszą lepsza ze stosiku - i jakie moje zaskoczenie, od razu kilkadziesiąt stron opisu wioski, żurawi ogrodowych, diabłów i guseł. A wszystko podane w niezwykle smakowity sposób. Czuję, że będzie się dobrze czytało. 

Rano jak zwykle mały kąsek "Dzienników" Virginii Woolf, które dawkuję sobie jakbym jadła trufle, po troszku dodają życiu smaczek. Tak więc tyle moich czytelniczych atrakcji.


poniedziałek, 27 lipca 2009
Pytania i odpowiedzi

Do wynurzeń zaprosiła mnie kot_kreskowy z Cichego kąciku za co serdecznie dziękuję. A już miałam rwać włosy z głowy, że jak zwykle omijana jestem:) Tak serio to ostatnio z pełną świadomością postanowiłam dbać bardziej o te przyjaźnie rzeczywiste i bardzo liczne stety/niestety. Stety bo skazana na samotne łzy nigdy nie jestem, niestety - bo czasami tak jednak lubię podumać w samotności i czytać, czytać, czytać. Jednak jedno drugie w pewien sposób się wyklucza a z wiekiem doceniam oddaną grupę niezawodnych przyjaciół coraz bardziej i zawsze najpierw skoczę na kawę czy okna umyć u koleżanki niż wpis na blogu zamieszczę. Życie składa się z wyborów w końcu.

Zostałam poproszona o odpowiedzi na pytania:

1. Co robisz z książkami, które Ci się nie spodobały? Oddajesz, sprzedajesz, zatrzymujesz, że może kiedyś dasz im drugą szansę?

Chomikuję, chomikuję i chomikuję. Nie mam siły, silnej woli by wyrzucić choćby jedną książkę. Na półkach zatrzymuje nawet najgorsze gnioty jakie mi się trafiły, i nie potrafię oddać żadnej książki. Przyznaję, że już ponad pół roku zbieram się by oddać innym blogerkom książkowym swoje skarby, ale ciągle nie wiem z jakimi byłabym w stanie się pożegnać i jakie byłyby godne waszego zainteresowania. Co gorsza, podobnie mam z magazynami i gazetami, śmietnik, nie mieszkanie!

2. Jaka była Twoja ulubiona książka w dzieciństwie i jaki wywarła na Ciebie wpływ?

Na każdym etapie dzieciństwa czytałam inne rzeczy i w inny sposób na mnie oddziaływały. We wczesnym dzieciństwie pochłaniałam "Dzieci z Bullerbyn" Astrid Lindgren i próbowałam wszystkie przygody dzieci z tamtejszych trzech zagród przenieść na swe rodzime podwórko. Chyba od tamtej pory wszystkie muchy i pająki w moim mieszkaniu mają swoje imiona, dzięki temu się ich nie boję.
Później na mój charakter wpłynęła "Ania z Zielonego Wzgórza" Lucy Moud Mongomery i jej zycie rodzinne z Gilbertem, co ciekawe z kolejnych tomów serii pamietam tylko ten w którym Ania urodziła bliźnięta. A teraz marzę o swoich bliźniętach, zwalać to na Anię?
No i nie mogę ominąć Jeżycjady od której uczyłam się ciepła rodzinnego i gotowości do przyjmowania chętnych na obiadek. Dlatego nikt ode mnie głodny nie wyjdzie.

3. Gdybyś miał/a uzupełnić zdanie: "Wszyscy zachwycaja się ......., a mi się wcale nie podoba", to co byś tam wstawił/a (autora, tytuł)?

Wszyscy zachycają się kryminałami, a mnie się wcale one nie podobają. Nic na to nie poradzę, po każdym przeczytanym kryminale mam kaca. Po co to czytać? Nie wiem, ciężko mi się przekonać i nie potrafię się zmusić, chociaż staram się od czasu do czasu takie wyzwania podejmować. O! Nie przepadam za Agathą Christie, w końcu to mistrzyni znienawidzonego przeze mnie gatunku. Kryminały mają za mało wątków, uproszczoną fabułę i przewidywalne zakończenie. A jeśli nie jest przewidywalne to jest do tego stopnia zaskakujące, że aż niemożliwe, a to śmieszy mnie jeszcze bardziej. Z drugiej jednak strony podobała mi sie "Rzeka tajemnic", która wpisuje się w konwencje "kto zabił?", tak więc albo mnie brak konsekwencji albo mam pokrętną definicję gatunku.

Dalej nie typuję nikogo, bo chyba już wszysty w łańcuszku wzięli udział, jeśli nie - proszę dać znać a napiszę pytania!

czwartek, 09 lipca 2009
Gdy mnie nie ma to...

 

Bardzo długo się nie pojawiałam tutaj, co wcale nie musi oznaczać, że nic nie czytam. Wręcz przeciwnie, jednak relacjonowanie wrażeń z czytania Harrego Pottera wydaje mi się być bezsensowne, przecież wszyscy wiemy o co w tym chodzi. Dzięki tej nieobecności zrobiłam sobie takie prawdziwe wakacje od spieszenia się z czytaniem, zapamiętywania swojej reakcji na pewne momenty i oczywiście opisywania wrażeń czytelniczych. W tym momencie zaczynam siódmą i ostatnią część i naprawdę cieszę się, że będę mogła powrócić do wyzwań i czytania kolorowych tudzież peryferyjnych książek.

Powód mojej nieobecności jest w sumie jeszcze jeden - zaangażowałam się w szycie, i to takie na całego, spędzam godziny nad maszyną do szyjąc dla siebie ubrania, które póki co poprawiam setki razy dopóki nie jestem całkowicie zadowolona z efektu. I zdecydowanie sprawia mi to ogromną frajdę, a ubranie rzeczy własnoręcznie wykonanej i dopieszczonej jest radością porównywalną z przeczytaniem dobrej książki. Na razie szycie wygrywa z czytaniem, ale nie pozostawia się swej miłości na długo, tęsknota wzmaga pożądanie. Z tym większą ochotą wracam!

Chciałabym opowiedzieć o jednym wydarzeniu, w którym miałam wielkie szczęście wziąć udział, a był to Heineker Open'er Festival - uczta dla zmysłów. Mnóstwo koncertów i doborowe towrzystwo zebrane w jednym miejscu, na dodatek wspaniała pogoda skutkująca opalenizną. Od pierwszego dnia uderza atmosfera miasteczka festiwalowego, wszyscy pozytywnie nastawieni do siebie zadowoleni i uśmiechnięci ze spokojem stojący po 2 godziny w kolejce pod prysznic lub po wodę mineralną. Życie toczyło się zupełnie innym rytmem, można było zupełnie zapomnieć o reszcie świata i codziennym stresie.

Co do koncertów to czuję pewien niedosyt, ominęłam kilka godnych uwagi tylko dlatego, że nie można było być w kilku miejscach naraz. Ogromne wrażenie zrobił na mnie koncert Faith No More ze względu na charyzmatycznego demonicznego Mika Pattona, który porwał publiczność jak nikt inny. Zaczął się w strugach deszczu, ale jak powiedział wokalista "we stopped the rain", zresztą euforyczna atmosfera panowała wszędzie, prawie na każdym koncercie. Zakochałam się w Ditto z Gossip, ot, taka kumpela w podwórka, która ma wobec siebie ogromne poczucie humoru. Tak ogromne jak jej ciało, zresztą nikomu jej tusza nie przeszkadzała - widziałam nawet, że mężczyźni wokół byli równie zachwyceni jak ja. I tylko nogi bolały od biegania pomiędzy scenami.

 

czwartek, 21 maja 2009
Zmęczenie wiosenne
Ogarnęła mnie taka niemoc czytelniczo-recenzencka, że aż strach bierze. Lenistwo polega na spędzaniu czasu ze znajomymi i patrzeniu bezmyślnie w niebo, tudzież sufit. Obiecuję, że nadrobię zaległości i podzielę się wrażeniami po przeczytaniu "Dziewczyny z zapałkami", która do tej pory męczy mnie i gniecie. Adieu! 
czwartek, 07 maja 2009
Książko daj żyć!

Ostatnie moje zetknięcie z literaturą było naprawdę brutalne, w czasie "Dziewczyny z zapałkami" zerkałam na mojego wkrótce męża z przerażeniem i zgrozą a gdyby ta książka miała więcej stron to kto wie czy nie zmieniłabym zdania i odwoływała ślub. A on biedny zerkał na mnie z lękiem bo co rusz buntowałam się i prychałam. I musiałam, ale to musiałam sięgnąć po coś innego, nie tak dusznego i przytłaczającego. A, że akurat powrót do Harrego Pottera sobie postanowiłam to choć na moment pozwalał mi zapomnieć o tym jak można się dusić w związku. A to oznacza złamanie zasady, której trzymałam sie od dłuższego czasu wierząc, że zastanawianie się i myślenie nad jedną lekturą pozwoli mi bardziej chłonąć atmosferę, wejść w książkę jak we mgłę. Otoż panie i panowie! Mam serdecznie dość tej mgły. Ileż można pochłaniać książkę do tego stopnia, że aż czuje się fizycznie ból bohatera? Potrzebuję relaksu, odstresowania i zdecydowanie czegoś mało poważnego. Do tego stopnia, że choć Dziennik Virginni Woolf leży na mej szafce to obawiam sie jej napadów depresji, boję się czytać by nie wpaść w nastój podobny. Niedługo zacznę zachowywać się jak Rachel z "Przyjaciół" i chować książki do zamrażarnika w najgorszych momentach. Czy jest na sali lekarz? 

 Wszem i wobec chciałam zaananonsować, że nadeszła pora czytania kilku książek naraz.

Ostatnie moje zetknięcie z literaturą było naprawdę brutalne, w czasie "Dziewczyny z zapałkami" zerkałam na mojego wkrótce męża z przerażeniem i zgrozą a gdyby ta książka miała więcej stron to kto wie czy nie zmieniłabym zdania i odwoływała ślub. A on biedny zerkał na mnie z lękiem bo co rusz buntowałam się i prychałam. I musiałam, ale to musiałam sięgnąć po coś innego, nie tak dusznego i przytłaczającego. A, że akurat powrót do Harrego Pottera sobie postanowiłam to choć na moment pozwalał mi zapomnieć o tym jak można się dusić w związku. A to oznacza złamanie zasady, której trzymałam sie od dłuższego czasu wierząc, że zastanawianie się i myślenie nad jedną lekturą pozwoli mi bardziej chłonąć atmosferę, wejść w książkę jak we mgłę.

Otoż panie i panowie! Mam serdecznie dość tej mgły. Ileż można pochłaniać książkę do tego stopnia, że aż czuje się fizycznie ból bohatera? Potrzebuję relaksu, odstresowania i zdecydowanie czegoś mało poważnego. Do tego stopnia, że choć Dziennik Virginni Woolf leży na mej szafce to obawiam sie jej napadów depresji, boję się czytać by nie wpaść w nastój podobny. Niedługo zacznę zachowywać się jak Rachel z "Przyjaciół" i chować książki do zamrażarnika w najgorszych momentach. Czy jest na sali lekarz?

 

środa, 29 kwietnia 2009
Szok!
Skończyłam wczoraj "The Secret Scripture", i książka jest cudowna. Wzruszająca, przejmująca i wywołująca tak ogromne wrażenie, że musiałam przestawać czytać by móc znieść dalsze czytanie. To na pewno jedna z najlepszych książek przeczytanych przeze mnie ostatnio i mogę ze spokojnym sercem polecać każdemu. Zanim coś o niej napiszę musi minąć jednak trochę czasu, za dużo we mnie emocji na razie. Boję się, że każda recenzja pozbawi jej uroku. Wciąż jestem oczarowana, szok!
niedziela, 19 kwietnia 2009
Notatki na marginesie

Zaczęłam czytać "Pchli pałac" i podzielę się tylko informacją, że wsiąka się w tę książę na dobre, dlatego warto sobie uwzględnić w planach kilka dni totalnego lenistwa, tak by nic nie musiało zakłócać czytania.

Podczytuję też Harrego Pottera, dla snów. Chciałam coś zupełnie lekkiego i absorbującego na święta i okazało się, że chociaż całą serię czytałam kilka lat temu, nic nie pamiętam. Tak więc przeczytałam dwie części i za każdym razem kiedy czytam przed snem śnią mi się tak niesamowite rzeczy, że aż sama siebie w osłupienie wprawiam. A to, że jestem czarownicą (co jest w sumie całkiem możliwe) i staram się ratować normalnych ludzi z opresji tu i ówdzie rzucając zaklęcia. Albo to, że fruwam w obłokach sprawdzając, czy wszystko w porządku tam na dole. Będę kontynuować z Harrym, bo umiejętność sterowania snami wydaje mi się wspaniała i użyteczna. Być może kiedyś wmuszę w kogoś w depresji ciekawą lekturę i jego życie zmieni się przez noc? Warto próbować.

Przeczytałam też "Samotność" Isherwooda, recenzja wkrótce, jednak zupełnie nietrafiona książka w mój nastrój, ani oczekiwania. A teraz pomykam do Pałacu Cukiereczek!

piątek, 03 kwietnia 2009
Ubranie z książek

Zazwyczaj zaczyna sie tak: dostaję wypłatę i zadowolona z ilości posiadanych pieniędzy ruszam na zakupy. To generalnie silniejsze ode mnie, nie potrafie się powstrzymać a perspektywa odświeżenia garderoby wprawia mnie w lekkie poddenerwowanie i ekscytację. Od dłuższego czasu w końcu poluję na jakieś typowo wiosenne elementy garderoby.

Wczorajszy wypad niczym nie różnił sie od tych wcześniejszych, pełna wiary i optymizmu postanowiłam zrobić atak na dwa sklepy. Tylko i aż dwa, ponieważ tak naprawdę to zakupów ubraniowych nie cierpię a mierzenie ubrań sprawia, że mam problemy z oddychaniem. Wątpię by była to niezdiagnozowana astma ujawniająca się w zakurzonych, dusznych pomieszczeniach. Dlatego unikam przymierzalni jak ognia i ograniczam się do kilku sklepów maksymalnie podczas jednego wypadu. I co? I z zakupów ubraniowych wróciłam z ksiażką "Pchli targ" Elif Safak, co więcej nie odczuwam do siebie zalu bądź niechęci, a czystą radość.

 Tak jest prawie co miesiąc, ubrania starzeją się wraz ze mną a regał na książki wypełnia się coraz bardziej. Jak tak dalej pójdzie to niczym Annie Hall będę chodzić w koszulach mego lubego i jednych spodniach. Wątpie bym miała wyglądać równie pięknie.

czwartek, 19 marca 2009
Życie w książkach

Staje się tak kapryśna w stosunku do książek, wybieram i przebieram. Jeszcze ostatnio ucieszyłaby mnie każda nowa pozycja w biblioteczce, teraz obrażam się na każdą z nich. Z jednej strony mam ochotę na coś latwego, nie zmuszającego do wielkich refleksji, taka książka, która czyta się sama byłaby ideałem. Z drugiej jednak strony nie mam ochoty na czytanie byle czego, jakichś przypadkowych gniotów. Ostatnio wielką wręcz niechęć czuję w stosunku do kryminałów, mierzi mnie ten gatunek i drażni. Na blogach książkowych pełno Marininy do której zapałałam niechęcią szczególną na wakacjach kilka lat temu. Może niesłusznie, ale co gorsza, nie mam ochoty zmieniać zdania nawet po kilku chwilach wahania i rozterek. Z drugiej jednak strony zdaję sobie sprawę z tego, że przeczytawszy coś zupełnie powalającego mnie z nóg nagle stałabym się zakochana w powieściach kryminalnych.

 Nie wiem skąd bierze sie ta niestałość i niekonsekwencja, jedynym wytłumaczeniem jest życie literaturą. Ciekawe czy każdy z was tak ma, takie zapadanie się w czytaną rzecz, że dana postać otacza nas ze wszystkich stron, wplywa na nasze postępowanie i zmusza do innego spojrzenia na otaczającą nas rzeczywistość. Mimowolnie reagujemy w sposób "sugerowany" przez głównego bohatera powieści, patrzymy jego oczami. Jeżeli tak naprawdę jest to moja kapryśność zupełnie mogłaby być wytłumaczona charakterem Marii Antoniny. Ciekawe czy mój luby skłonny jest uwierzyć, że za moje niezdecydowanie i marudność nalezy obwiniać Marię Antoninę. Książki tak głęboko wnikają w moją psychikę, że nawet sny odzwierciedlają wszystkie emocje związane z czytaną lekturą. Na przykład podczas czytania "Kolekcjonera" śniły mi się takie koszmary jakich dawno nie miałam: włamania, pozamykane drzwi, terror i strach. Teraz ta niestałość.

Czy jest to oznaka by chwilowo przestać czytać?

 
1 , 2 , 3
Zakładki:
Aktualnie czytam
Czasopisma
I tu zaglądam
Inni o książkach
Kontakt
Przeczytać!
Przeczytane w 2008
Przeczytane w 2009
Przeczytane w 2010
Wyzwania