Wierni przyjaciele, dobre książki i uśpione sumienie - oto ideał życia Mark Twain
środa, 29 lipca 2009
Pokoje pisarzy

Uwielbiałam tam zaglądać, czułam się jakbym zerkała przez dziurkę od klucza. Mówię o zdjęciach pokoi pisarzy, które można bylo podglądać do tej pory tutaj a z tego co widzę to coraz częściej pojawiają się gabinety muzyków i kompozytorów. A to moj ulubiony, pokój Maggie Gee, niezwykle kobiecy i niezwykle pisarski:

 

Niesamowite te wręcz widoki okraszone są refleksjami pisarzy dotyczącymi właśnie ich pokoi. A, że każda miejsce ma swoją historię to dobrze jest też przeczytać o nich.

Przyznam, że dobrze byłoby poznać też jak wyglądają pokoje naszych polskich rodzimych literatów, zresztą do tej pory jestem urzeczona zdjęciem pokoju Ryszarda Kapuścińskiego wypełnionego ksiazkami i magazynami, i akurat jak na złość nie potrafię go teraz znaleźć.

poniedziałek, 27 lipca 2009
Pytania i odpowiedzi

Do wynurzeń zaprosiła mnie kot_kreskowy z Cichego kąciku za co serdecznie dziękuję. A już miałam rwać włosy z głowy, że jak zwykle omijana jestem:) Tak serio to ostatnio z pełną świadomością postanowiłam dbać bardziej o te przyjaźnie rzeczywiste i bardzo liczne stety/niestety. Stety bo skazana na samotne łzy nigdy nie jestem, niestety - bo czasami tak jednak lubię podumać w samotności i czytać, czytać, czytać. Jednak jedno drugie w pewien sposób się wyklucza a z wiekiem doceniam oddaną grupę niezawodnych przyjaciół coraz bardziej i zawsze najpierw skoczę na kawę czy okna umyć u koleżanki niż wpis na blogu zamieszczę. Życie składa się z wyborów w końcu.

Zostałam poproszona o odpowiedzi na pytania:

1. Co robisz z książkami, które Ci się nie spodobały? Oddajesz, sprzedajesz, zatrzymujesz, że może kiedyś dasz im drugą szansę?

Chomikuję, chomikuję i chomikuję. Nie mam siły, silnej woli by wyrzucić choćby jedną książkę. Na półkach zatrzymuje nawet najgorsze gnioty jakie mi się trafiły, i nie potrafię oddać żadnej książki. Przyznaję, że już ponad pół roku zbieram się by oddać innym blogerkom książkowym swoje skarby, ale ciągle nie wiem z jakimi byłabym w stanie się pożegnać i jakie byłyby godne waszego zainteresowania. Co gorsza, podobnie mam z magazynami i gazetami, śmietnik, nie mieszkanie!

2. Jaka była Twoja ulubiona książka w dzieciństwie i jaki wywarła na Ciebie wpływ?

Na każdym etapie dzieciństwa czytałam inne rzeczy i w inny sposób na mnie oddziaływały. We wczesnym dzieciństwie pochłaniałam "Dzieci z Bullerbyn" Astrid Lindgren i próbowałam wszystkie przygody dzieci z tamtejszych trzech zagród przenieść na swe rodzime podwórko. Chyba od tamtej pory wszystkie muchy i pająki w moim mieszkaniu mają swoje imiona, dzięki temu się ich nie boję.
Później na mój charakter wpłynęła "Ania z Zielonego Wzgórza" Lucy Moud Mongomery i jej zycie rodzinne z Gilbertem, co ciekawe z kolejnych tomów serii pamietam tylko ten w którym Ania urodziła bliźnięta. A teraz marzę o swoich bliźniętach, zwalać to na Anię?
No i nie mogę ominąć Jeżycjady od której uczyłam się ciepła rodzinnego i gotowości do przyjmowania chętnych na obiadek. Dlatego nikt ode mnie głodny nie wyjdzie.

3. Gdybyś miał/a uzupełnić zdanie: "Wszyscy zachwycaja się ......., a mi się wcale nie podoba", to co byś tam wstawił/a (autora, tytuł)?

Wszyscy zachycają się kryminałami, a mnie się wcale one nie podobają. Nic na to nie poradzę, po każdym przeczytanym kryminale mam kaca. Po co to czytać? Nie wiem, ciężko mi się przekonać i nie potrafię się zmusić, chociaż staram się od czasu do czasu takie wyzwania podejmować. O! Nie przepadam za Agathą Christie, w końcu to mistrzyni znienawidzonego przeze mnie gatunku. Kryminały mają za mało wątków, uproszczoną fabułę i przewidywalne zakończenie. A jeśli nie jest przewidywalne to jest do tego stopnia zaskakujące, że aż niemożliwe, a to śmieszy mnie jeszcze bardziej. Z drugiej jednak strony podobała mi sie "Rzeka tajemnic", która wpisuje się w konwencje "kto zabił?", tak więc albo mnie brak konsekwencji albo mam pokrętną definicję gatunku.

Dalej nie typuję nikogo, bo chyba już wszysty w łańcuszku wzięli udział, jeśli nie - proszę dać znać a napiszę pytania!

piątek, 17 lipca 2009
Mapa peryferyjna


visited 28 states (12.4%)
Create your own visited map of The World or another interesting project

Marniutko, marniutko, przyznaję się bez bicia. Nie sądze, zebym pozapominała za wiele jednak z przerażeniem zerkam na pustki w ajzatyckiej i afrykańskiej literaturze. Mapę zauważyłam u Chihiro i szybko pospieszyłam sprawdzić jak moje czytelnictwo się tu plasuje, nie powiem żebym była specjalnie zadowolona z tego. Jednak mogę teraz tylko liczyć na to, że wezmę się za siebie i nadrobię zaległości.

10:54, ksiazkowo , wyzwania
Link Komentarze (1) »
środa, 15 lipca 2009
Wyzwanie podjęte

 

Kolejne wyzwanie przed nami. Żadnej konkretnej listy co prawda do wyzwania nie wybrałam, jednak postanowiłam skupić sie na trzech kolorach: białym, czarnym i zlotym. W miarę klasycznie i niezbyt kolorowo, jednak wierzę, że czytelniczo ciekawie. Po krótkich przemyśleniach chciałabym przeczytać

"Sto odcieni bieli" Nair Preethi dla kulinarnej przyjemności,

"Czarną topiel" J. C. Oates by przekonać się do kryminałów i

"Złotego pelikana" Stefana Chwina bo tematyka intrygująca

Jednak moim założeniem było podpatrywanie ciekawych książek przeczytanych przez was i jak wiadomo, korzystanie z dobrej rady;) co też będę czynić. Już z niepokojem obserwuję rozwój sytuacji na wyzwaniowym blogu.

11:25, ksiazkowo , wyzwania
Link Komentarze (5) »
czwartek, 09 lipca 2009
Gdy mnie nie ma to...

 

Bardzo długo się nie pojawiałam tutaj, co wcale nie musi oznaczać, że nic nie czytam. Wręcz przeciwnie, jednak relacjonowanie wrażeń z czytania Harrego Pottera wydaje mi się być bezsensowne, przecież wszyscy wiemy o co w tym chodzi. Dzięki tej nieobecności zrobiłam sobie takie prawdziwe wakacje od spieszenia się z czytaniem, zapamiętywania swojej reakcji na pewne momenty i oczywiście opisywania wrażeń czytelniczych. W tym momencie zaczynam siódmą i ostatnią część i naprawdę cieszę się, że będę mogła powrócić do wyzwań i czytania kolorowych tudzież peryferyjnych książek.

Powód mojej nieobecności jest w sumie jeszcze jeden - zaangażowałam się w szycie, i to takie na całego, spędzam godziny nad maszyną do szyjąc dla siebie ubrania, które póki co poprawiam setki razy dopóki nie jestem całkowicie zadowolona z efektu. I zdecydowanie sprawia mi to ogromną frajdę, a ubranie rzeczy własnoręcznie wykonanej i dopieszczonej jest radością porównywalną z przeczytaniem dobrej książki. Na razie szycie wygrywa z czytaniem, ale nie pozostawia się swej miłości na długo, tęsknota wzmaga pożądanie. Z tym większą ochotą wracam!

Chciałabym opowiedzieć o jednym wydarzeniu, w którym miałam wielkie szczęście wziąć udział, a był to Heineker Open'er Festival - uczta dla zmysłów. Mnóstwo koncertów i doborowe towrzystwo zebrane w jednym miejscu, na dodatek wspaniała pogoda skutkująca opalenizną. Od pierwszego dnia uderza atmosfera miasteczka festiwalowego, wszyscy pozytywnie nastawieni do siebie zadowoleni i uśmiechnięci ze spokojem stojący po 2 godziny w kolejce pod prysznic lub po wodę mineralną. Życie toczyło się zupełnie innym rytmem, można było zupełnie zapomnieć o reszcie świata i codziennym stresie.

Co do koncertów to czuję pewien niedosyt, ominęłam kilka godnych uwagi tylko dlatego, że nie można było być w kilku miejscach naraz. Ogromne wrażenie zrobił na mnie koncert Faith No More ze względu na charyzmatycznego demonicznego Mika Pattona, który porwał publiczność jak nikt inny. Zaczął się w strugach deszczu, ale jak powiedział wokalista "we stopped the rain", zresztą euforyczna atmosfera panowała wszędzie, prawie na każdym koncercie. Zakochałam się w Ditto z Gossip, ot, taka kumpela w podwórka, która ma wobec siebie ogromne poczucie humoru. Tak ogromne jak jej ciało, zresztą nikomu jej tusza nie przeszkadzała - widziałam nawet, że mężczyźni wokół byli równie zachwyceni jak ja. I tylko nogi bolały od biegania pomiędzy scenami.

 

czwartek, 28 maja 2009
Powiało grozą

 

 Anna Janko napisała niesamowitą książkę która zmusza do zastanowienia się nad swoim podejściem do małżeństwa, rodziny i życia. Chociaz przeczytałam chwilę temu do tej pory nie mogę się otrząsnąć, naprawdę zaczęłam doszukiwać się potwora w swoim lubym i poważnie obawiać się małżeństwa. Wiele już zotało napisane o tej książce, niejedna z was opisywała porażkę i domowe piekiełko zaserwowane przez Pawia głównej bohaterce. Tymczasem ja patrzyłam głównie na to jak główna bohaterka, poetka, zatrzaśnięta w pułapce prozy życia nie radzi sobie z brutalną rzeczywistością. Nie raz nie dwa zdarzyło mi się zastanawiać nad sensem ciągłego sprzątania, prania, gotowania itp. Chociaż nie muszę robić tego sama to i tak odczuwałam ciężar gatunkowy tego przedsięwzięcia. Każdy dzień staje się podobny do poprzedniego a szereg obowiązków odciąga nas od marzeń, spełniania pragnień cy tak jak w przypadku bohaterki, od pisania. I to właśnie do tego pisania ucieka ona codziennie, od niemiłych teściów, niekochającego męża, grymaśnych dzieci. Książka napisana jest pięknym, poetyckim językiem, który doskonale oddaje uczucia pretensji, żalu i goryczy. Piękna proza, której boję się polecić koleżankom. Jednocześnie zdaję sobie sprawę, że przeczytać warto.

Anna Janko napisała niesamowitą książkę która zmusza do zastanowienia się nad swoim podejściem do małżeństwa, rodziny i życia. Chociaz przeczytałam chwilę temu do tej pory nie mogę się otrząsnąć, naprawdę zaczęłam doszukiwać się  potwora w swoim lubym i poważnie obawiać się małżeństwa.

Wiele już zotało napisane o tej książce, niejedna z was opisywała porażkę i domowe piekiełko zaserwowane przez Pawia głównej bohaterce. Tymczasem ja patrzyłam głównie na to jak główna bohaterka, poetka, zatrzaśnięta w pułapce prozy życia nie radzi sobie z brutalną rzeczywistością.

Nie raz nie dwa zdarzyło mi się zastanawiać nad sensem ciągłego sprzątania, prania, gotowania itp. Chociaż nie muszę robić tego sama to i tak odczuwałam ciężar gatunkowy tego przedsięwzięcia. Każdy dzień staje się podobny do poprzedniego a szereg obowiązków odciąga nas od marzeń, spełniania pragnień cy tak jak w przypadku bohaterki, od pisania. I to właśnie do tego pisania ucieka ona codziennie, od niemiłych teściów, niekochającego męża, grymaśnych dzieci. Książka napisana jest pięknym, poetyckim językiem, który doskonale oddaje uczucia pretensji, żalu i goryczy.

Piękna proza, której boję się polecić koleżankom. Jednocześnie zdaję sobie sprawę, że przeczytać warto. 

czwartek, 21 maja 2009
Zmęczenie wiosenne
Ogarnęła mnie taka niemoc czytelniczo-recenzencka, że aż strach bierze. Lenistwo polega na spędzaniu czasu ze znajomymi i patrzeniu bezmyślnie w niebo, tudzież sufit. Obiecuję, że nadrobię zaległości i podzielę się wrażeniami po przeczytaniu "Dziewczyny z zapałkami", która do tej pory męczy mnie i gniecie. Adieu! 
czwartek, 07 maja 2009
Książko daj żyć!

Ostatnie moje zetknięcie z literaturą było naprawdę brutalne, w czasie "Dziewczyny z zapałkami" zerkałam na mojego wkrótce męża z przerażeniem i zgrozą a gdyby ta książka miała więcej stron to kto wie czy nie zmieniłabym zdania i odwoływała ślub. A on biedny zerkał na mnie z lękiem bo co rusz buntowałam się i prychałam. I musiałam, ale to musiałam sięgnąć po coś innego, nie tak dusznego i przytłaczającego. A, że akurat powrót do Harrego Pottera sobie postanowiłam to choć na moment pozwalał mi zapomnieć o tym jak można się dusić w związku. A to oznacza złamanie zasady, której trzymałam sie od dłuższego czasu wierząc, że zastanawianie się i myślenie nad jedną lekturą pozwoli mi bardziej chłonąć atmosferę, wejść w książkę jak we mgłę. Otoż panie i panowie! Mam serdecznie dość tej mgły. Ileż można pochłaniać książkę do tego stopnia, że aż czuje się fizycznie ból bohatera? Potrzebuję relaksu, odstresowania i zdecydowanie czegoś mało poważnego. Do tego stopnia, że choć Dziennik Virginni Woolf leży na mej szafce to obawiam sie jej napadów depresji, boję się czytać by nie wpaść w nastój podobny. Niedługo zacznę zachowywać się jak Rachel z "Przyjaciół" i chować książki do zamrażarnika w najgorszych momentach. Czy jest na sali lekarz? 

 Wszem i wobec chciałam zaananonsować, że nadeszła pora czytania kilku książek naraz.

Ostatnie moje zetknięcie z literaturą było naprawdę brutalne, w czasie "Dziewczyny z zapałkami" zerkałam na mojego wkrótce męża z przerażeniem i zgrozą a gdyby ta książka miała więcej stron to kto wie czy nie zmieniłabym zdania i odwoływała ślub. A on biedny zerkał na mnie z lękiem bo co rusz buntowałam się i prychałam. I musiałam, ale to musiałam sięgnąć po coś innego, nie tak dusznego i przytłaczającego. A, że akurat powrót do Harrego Pottera sobie postanowiłam to choć na moment pozwalał mi zapomnieć o tym jak można się dusić w związku. A to oznacza złamanie zasady, której trzymałam sie od dłuższego czasu wierząc, że zastanawianie się i myślenie nad jedną lekturą pozwoli mi bardziej chłonąć atmosferę, wejść w książkę jak we mgłę.

Otoż panie i panowie! Mam serdecznie dość tej mgły. Ileż można pochłaniać książkę do tego stopnia, że aż czuje się fizycznie ból bohatera? Potrzebuję relaksu, odstresowania i zdecydowanie czegoś mało poważnego. Do tego stopnia, że choć Dziennik Virginni Woolf leży na mej szafce to obawiam sie jej napadów depresji, boję się czytać by nie wpaść w nastój podobny. Niedługo zacznę zachowywać się jak Rachel z "Przyjaciół" i chować książki do zamrażarnika w najgorszych momentach. Czy jest na sali lekarz?

 

niedziela, 03 maja 2009
'The Secret Scripture'

Wróciliśmy z wesela, stopy bolą mnie tak bardzo, że nie pozostaje nic innego tylko leżeć i czytać albo pisać. Kolega oddany w dobre ręce. Przede mną leży ‘The Secret Scripture’ i podczytuję kilka fragmentów: „What can I tell you further? I once lived among humankind, and found them in their generality to be cruel and cold, and yet could mention the names of three or four that were like angels.’ Roseanne McNulty, stuletnia już kobieta zamknięta z zakładzie dla obłąkanych w tajemnicy przed personelem szpitala pisze wspomnienia ze swego długiego życia. Z drugiej strony doktor Grene, psychiatra, zmuszony jest poddać ocenie swoich pacjentów. Szpital dla umysłowo chorych Roscommon ma zostać zamknięty a jego podopieczni albo wysłani do domów albo przeniesieni do nowego miejsca. Doktor Grene stara się sprawdzić co sprawiło, że Roseanne spędziła tyle lat w szpitalu i zdecydować do której kategorii powinna należeć. Historię życia Roseanne poznajemy z dwóch perspektyw, z jej wspomnień zapisywanych każdego dnia oraz z dokumentów i rejestrów zdobywanych przed doktora Grene’a. Co ciekawe wspomnienia staruszki nie pokrywają się często z rzeczywistymi wydarzeniami, historia Irlandii i świta toczy się jakby z boku, niewiele obchodząc najpierw dziecko a później kobietę, która ma swe problemy. A tych życie nie oszczędziło jej ani trochę, jeśli mogła dostać tęgie baty to zawsze je dostała, jeżeli gdzieś mogła zostać opuszczona to tak właśnie się działo. Wyklęta przez społeczeństwo, pozostawiona sama sobie pozostała ciepłą kobietą. Ze wspomnień tej pięknej staruszki płynie nic innego jak pozytywne nastawienie dla świata, miłość do wszystkich i wdzięczność za to, co otrzymała. Jeżeli dodać do tego piękny, poetycki język to uzyskamy mieszankę wyjątkową, wręcz magiczną. Równolegle swą opowieść snuje doktor Grene, który momentami wydaje się być bardziej szalony i niespełna rozumu niż jego pacjentka. Głęboko przeżywa śmierć żony, wspomina dobre i złe lata swego małżeństwa a tym samym okazuje się, że decyzje podejmowane przez niego są momentami podobne do decyzji podejmowanych przez Roseanne. Dlaczego to ona znajduje się w „psychiatryku”? Tę książkę trzeba przeczytać, żeby się tego dowiedzieć. Dla mnie ‘The Secret Scripture’ to przede wszystkim o sile miłości o tym jak jedna pochopnie podjęta decyzja, źle zrozumiane gesty mogą zrujnować wszystko to co budowało się przez lata, tak niewiele jest już później do zrobienia. I właśnie w ramach zadośćuczynienia swej niechlubnej przeszłości doktor Grene stara się dociec prawdy o Roseanne wciągając się coraz bardziej w poszukiwania. W powieści pojawia się wiele niejasności, biorących się ze różnych sposobów opisywania, z subiektywnego postrzegania historii z ulotności pewnych wspomnień. Teściowa Roseanne jest według niej przede wszystkim kobietą okrutną, oceniana przez jedną z zakonnic – starającą się nieść pomoc wszystkim. Dlatego właśnie dużo w tej książce też o tym jak subiektywne jest nasze postrzeganie świata, jak wiele zależy od naszego spojrzenia. Dawno nie czytałam tak dobrej książki, jest tak obarczona emocjami, że wymagała przerw i przemyśleń po to bym mogła dojść do siebie. Sebastian Barry pisze pięknym poetyckim językiem, mogę powiedzieć, że rzucił na mnie urok.

Wróciliśmy z wesela, stopy bolą mnie tak bardzo, że nie pozostaje nic innego tylko leżeć i czytać albo pisać. Kolega oddany w dobre ręce.

Przede mną leży ‘The Secret Scripture’ i podczytuję kilka fragmentów:
 „What can I tell you further? I once lived among humankind, and found them in their generality to be cruel and cold, and yet could mention the names of three or four that were like angels.’ 

Roseanne McNulty, stuletnia już kobieta zamknięta z zakładzie dla obłąkanych w tajemnicy przed personelem szpitala pisze wspomnienia ze swego długiego życia. Z drugiej strony doktor Grene, psychiatra, zmuszony jest poddać ocenie swoich pacjentów. Szpital dla umysłowo chorych Roscommon ma zostać zamknięty a jego podopieczni albo wysłani do domów albo przeniesieni do nowego miejsca. Doktor Grene stara się sprawdzić co sprawiło, że Roseanne spędziła tyle lat w szpitalu i zdecydować do której kategorii powinna należeć. 

Historię życia Roseanne poznajemy z dwóch perspektyw, z jej wspomnień zapisywanych każdego dnia oraz z dokumentów i rejestrów zdobywanych przed doktora Grene’a. Co ciekawe wspomnienia staruszki nie pokrywają się często z rzeczywistymi wydarzeniami, historia Irlandii i świta toczy się jakby z boku, niewiele obchodząc najpierw dziecko a później kobietę, która ma swe problemy. 

A tych życie nie oszczędziło jej ani trochę, jeśli mogła dostać tęgie baty to zawsze je dostała, jeżeli gdzieś mogła zostać opuszczona to tak właśnie się działo. Wyklęta przez społeczeństwo, pozostawiona sama sobie pozostała ciepłą kobietą. Ze wspomnień tej pięknej staruszki płynie nic innego jak pozytywne nastawienie dla świata, miłość do wszystkich i wdzięczność za to, co otrzymała. Jeżeli dodać do tego piękny, poetycki język to uzyskamy mieszankę wyjątkową, wręcz magiczną. 

Równolegle swą opowieść snuje doktor Grene, który momentami wydaje się być bardziej szalony i niespełna rozumu niż jego pacjentka. Głęboko przeżywa śmierć żony, wspomina dobre i złe lata swego małżeństwa a tym samym okazuje się, że decyzje podejmowane przez niego są momentami podobne do decyzji podejmowanych przez Roseanne. Dlaczego to ona znajduje się w „psychiatryku”? Tę książkę trzeba przeczytać, żeby się tego dowiedzieć.

Dla mnie ‘The Secret Scripture’ to przede wszystkim o sile miłości o tym jak jedna pochopnie podjęta decyzja, źle zrozumiane gesty mogą zrujnować wszystko to co budowało się przez lata, tak niewiele jest już później do zrobienia. I właśnie w ramach zadośćuczynienia swej niechlubnej przeszłości doktor Grene stara się dociec prawdy o Roseanne wciągając się coraz bardziej w poszukiwania. 

W powieści pojawia się wiele niejasności, biorących się ze różnych sposobów opisywania, z subiektywnego postrzegania historii z ulotności pewnych wspomnień. Teściowa Roseanne jest według niej przede wszystkim kobietą okrutną, oceniana przez jedną z zakonnic – starającą się nieść pomoc wszystkim. Dlatego właśnie dużo w tej książce też o tym jak subiektywne jest nasze postrzeganie świata, jak wiele zależy od naszego spojrzenia. 

Dawno nie czytałam tak dobrej książki, jest tak obarczona emocjami, że wymagała przerw i przemyśleń po to bym mogła dojść do siebie. Sebastian Barry pisze pięknym poetyckim językiem, mogę powiedzieć, że rzucił na mnie urok. 

Moja ocena: 6/6  

środa, 29 kwietnia 2009
Szok!
Skończyłam wczoraj "The Secret Scripture", i książka jest cudowna. Wzruszająca, przejmująca i wywołująca tak ogromne wrażenie, że musiałam przestawać czytać by móc znieść dalsze czytanie. To na pewno jedna z najlepszych książek przeczytanych przeze mnie ostatnio i mogę ze spokojnym sercem polecać każdemu. Zanim coś o niej napiszę musi minąć jednak trochę czasu, za dużo we mnie emocji na razie. Boję się, że każda recenzja pozbawi jej uroku. Wciąż jestem oczarowana, szok!
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 9
Zakładki:
Aktualnie czytam
Czasopisma
I tu zaglądam
Inni o książkach
Kontakt
Przeczytać!
Przeczytane w 2008
Przeczytane w 2009
Przeczytane w 2010
Wyzwania