Wierni przyjaciele, dobre książki i uśpione sumienie - oto ideał życia Mark Twain
piątek, 31 października 2008
To już jest koniec

Dziś koniec wyzwania, należałoby się pochwalić swymi osiągnięciami. Niezupełnie jestem zadowolona z całego swego wyzwaniowego wystąpienia, bo przeczytałam tylko 4 książki. Ale ogrom radości jaki temu towarzyszył jest do pozazdroszczenia i polecam wszystkim, którzy kochają czytać a do tej pory się nie zdecydowali na uczestnictwo.

Nauczyłam się też bardzo ważnej rzeczy, otóż dobierać książki dokładnie i wiem, że moje narzekanie na niektóre z nich bierze się z tej naiwności, że każda książka coś w sobie ma. Szczerze podziwiam niektóre dziewczyny, które podchodzą do czytelnictwa jak do macierzyństwa, czyli świadomie:). Być może i mnie będzie dane kiedyś wybierać książki w sposób zupełnie zorganizowany. Póki co, postępuję w myśl zasady zasłyszanej od pewnego akademickiego nauczyciela literatury. Według niego złej literatury nie ma a dobra książka to taka, podczas czytania której kiwamy głową zdziwieni trafnością "naszych" spostrzeżeń. I szczerze ufam, że maksyma ta sprawdza sie w stu procentach, bo w różnych momentach swego życia zachwycały mnie różne rzeczy. 

Wierzę w magiczną moc czytania, zbawienny wpływ biblioterapii i w to, że jakoś te odpowiednie książki wpadną mi w ręce w najbardziej dogodnym dla mnie momencie. Z własnego doświadczenia wiem, że wtedy kiedy płaczemy najgłośniej wystarczyć sięgnąć po książkę, żeby zapomnieć o łzach. Serio, serio:) Czytając wasze recenzje i wrażenia po lekturze mogę po prostu wiedziec czego się spodziewać i niekoniecznie błądzić w ciemnościach. Szkoda tylko, że osobista dziura budżetowa przeszkadza w powiększaniu moich zasobów ksiązkowych.

środa, 29 października 2008
Kill Grill. Restauracja od kuchni

  

Jak sprawić, żeby zwykłe dania prezentowały się jak te w restauracji? Co dodać do sosu, żeby znajomi i rodzina rozpływali się w pochwałach? Co zamawiać a czego nie zamawiać w poniedziałki w restauracjach? Dlaczego warto zainwestować w opakowanie małej musztardy w tubce? Odpowiedzi na wszystkie pytania znajdziecie w książce "Kill Grill. Restauracja od kuchni" napisanej przez Anthony Bourdin. Plus trochę przekleństw i opisów narkotycznych imprez i brutalnego życia kucharzy. Jak w podtytule obiecano, Bourdin przybliża nam funkcjonowanie restauracji od kuchni, podaje kilka sposobów radzenia sobie z pracownikami, składaniem zamówień na tony jedzenia i wykorzystania resztek. Skutecznie potrafi odczarować to "niby" magiczne miejsce w którym my, zwykli śmiertelnicy "nie-kucharze", dostajemy porcję dobrego żarcia. Przyznam szczerze, że po przeczytaniu tej książki jakoś mniej chętnie odwiedzam restauracje, ale za to o wiele chętniej gotuję w domu! 

Anthony Bourdin nie sili sie tu na wielką literaturę, wręcz przeciwnie stara się być takim dużym niegrzecznym dzieciakiem, takim, który przetrwał narkotykowe uzależnienie i "wyszedł na ludzi". Wraca do swego dzieciństwa aby opisać moment w którym odkrył w sobie chęć do kuchni, jedzenia i prezentuje tajemnice niejednej restauracji. Bo trzeba przyznać, że miejsc pracy to on miał wiele. "Kill Grill" to raczej historia jego kariery niż zbiór przepisów. I chociaż miejscami to stek bzdur z życia nadętego bufona, który pracę w restauracji opisuje jako męczący obóz pracy to jednak czyta się dość szybko. Na szczęście Bourdin ma na tyle zdrowego rozsądku by przyznać, że nie każda restauracja wygląda tak jak jego. A my możemy liczyć na to, że nie wszędzie pod sosem kryje się ten gorszy kawałek mięsa.  

poniedziałek, 27 października 2008
Jesienny stosik

W końcu mogę pochwalić moimi ksiązkami zebranymi w ostatnich tygodniach. To taki trochę babsko-lekki stosik, mam nadzieję, że nie będę musiała później narzekać:) Jak zwykle, dużo w nim przypadku i zbiegów okolicznosci. Ale do rzeczy. Od góry:

1. "Rzeka tajemnic" - zapowiada się nieźle.

2. "Szyfr Szekspira" - książka już długo czeka na przeczytanie.

3. "Dziedzictwo" czyli grube czytadło dla kobiet, całe szczęście, że z jakimś zamkiem w tle.

4. "Noc jest dziewicą" - za którą dziękuję Zosik.

5. "Pracująca dziewczyna" - w przerwie swiątecznej na odsapnięcie.

6. "Zimny płomień"

7. "Ostatnie historie" Olgi Tokarczuk, zdobycz za kilka złotych.

8. "Magiczny ogród" - nie spodziewam się zbyt wiele.

A najlepsze książki do zdobycia jeszcze przede mną, bo do biblioteki jeszcze nie zaglądałam. A tam "Mnich" kusi.

niedziela, 26 października 2008
Blogowanie oznacza odchudzanie

Bez dwóch zdań. Zaczęło się tu skąd trafiłam na blogi kulinarne, no i zaczęłam pitrasić niezwykle ambitnie. Mania kucharzenia cieszyła bardzo mego lubego, aż w końcu okazało się, że spodnie są na mnie ciut za małe. W taki oto sposób od kilku już tygodni zagłębiam się w książki typu "Zasady diety trójetapowej" i o dziwo, przestrzegam wszelkich zasad zdrowego odżywiania. Oczywiście zintensyfikowany sport odciąga mnie od komputera tak więc moja przerwa w blogowaniu jest w zupełności usprawiedliwiona. I chociaż moja koleżanka zawsze twierdziła, że uprawianie ćwiczeń fizycznych jest upokarzające to przyznaję się bez bicia, że nie mam zamiaru daleko oddalać się od rozmiaru 36 i wszelkie upokorzenia dzielnie zniosę.   

Nie jest jednak z tymi książkami tak bardzo źle, bo uzbierał mi się już pokaźny stosik, którym mam zamiar pochwalić się już wkrótce. Aktualnie czytam "Długa droga w dół" Hornbiego i przyznaję szczerze, że podoba mi się niezmiernie bo zaczyna się od próby samobójczej kilkorga przyjaciół. A później jest tylko lepiej.  

wtorek, 21 października 2008
"Jedz, módl się, kochaj"

 

 

To raczej ostatni mój odcinek podróży w ramach wyzwania „Miejskie czytanie”. Ciągle przybywa mi pożyczanych książek, które są do przeczytania na już. Dlatego też wykonałam li tylko plan A czyli książkowe minimum programowe, z czego podmieniłam jedną z prostej przyczyny, że znalazłam ją na półce u mamy. Na okładce „Jedz, módl się, kochaj” mnóstwo rekomendacji, do przeczytania przyznają się Jonathan Caroll, rzekomo Hillary Clinton, Meg Ryan czy Oprah Winfrey. Wszyscy polubili tę książkę, rozpływają się w zachwytach. A ja nie.


Nie cierpię takiej amerykańskiej maniery łypiącej okiem zza każdej kartki. Elizabeth Gilbert zdaje się krzyczeć „słuchajcie, patrzcie jaka jestem wspaniała, potrafię w kółko analizować swoje uczucia, odkrywać je i przezywać na nowo, analizować, opisywać i analizować!” Wrrrrrr.... Nic tak nie niszczy książki, przynajmniej dla mnie, jak ciągłe opisywanie uczuć. „Jedz, módl się, kochaj” to taki amerykański film, gdzie w momencie kiedy cieszymy się, że wyciągamy jakieś wnioski, reżyser dodaje 5 minut aby nam wszystko wyjaśnić. Spokojny głos głównego bohatera analizuje nam wszystko kilka razy abyśmy nie wyszli z kina nieświadomi. I tak robi Elizabeth Gilbert, która wyjaśnia i opisuje, nie pozostawiając czytelnikowi pola do swobodnej refleksji. Nie wiem jak Jonathan Caroll może firmować swym nazwiskiem tę książkę.


Żeby nie było aż tak całkiem negatywnie do pragnę dodać, że dokończyłam ją i opisy atmosfery panującej w słonecznej Italii czy na Bali przypadły mi do gustu. Gilbert opisuje jedynie odczucia, co akurat w opisach podróży jest niezwykle cenne.


Książka dla tych co to chcą odpocząć od tzw. ciężkiej literatury, sama w sumie chciałam jakiegoś babskiego czytadełka. Póki co, mam dość.

wtorek, 07 października 2008
Frywolitki

Chyba każda z nas wychowywała się na Jeżycjadzie, ja czytałam na matematyce i fizyce. I tak myślę, że wszystkie po trosze jesteśmy poznaniankami.

 Ostatnio wyciągnełam z jakiejś półki książkę Małgorzaty Musierowicz pt. "Frywolitki". Jest to zbiór felietonów który ukazywał się, nie wiem czy wciąż się ukazuje, na łamach "Tygodnika Powszechnego". Pani Musierowicz pisze o książkach przede wszystkim, dzieli się swymi refleksjami na temat czytania i opowiada o swym życiu ogólnie. Frywolitki pani Musierowicz to nic dodać nic ująć wszystkie blogi książkowe, myślę że gdyby nie jej niechęć do wszystkiego co internetowe to chętnie by takiego prowadziła. Znalazłam w tej książce słowa, które chcialam tu zacytować bo dokładnie rozwiewają moje wątpliwości i oddają uroki czytania:

"Czytanie cudzych myśli, nie wyklucza posiadania własnych. Istnieje coś takiego jak w y m i a n a myśli, nawet jeśli jedna strona tej wymiany - książka - milczy. Będę zawsze podziwiała erudytów, a z cichą kpiną słuchać będę nieduczków, zwłaszcza tych, co udają mądrali. Nie, naprawdę nie uważam, by człowiek, który nie czyta, był gorszym człowiekem. Na pewno jednak jest człowiekem o c o ś uboższym."

I to: "ośmielam się twierdzić, że jeśli człowiek czyta coś dobrego - przeżywa kilka egzystencji naraz."

I ostatnie:

"Człowiek, który nie czyta, nie umie życia przeżyć w pełni, ponieważ po prostu nie wie, co to pełnia. Ograniczyć swoje horyzonty do materialnych, strasiwszy zainteresowanie dla zwierciadla, w którym mógłby ujrzeć własną duszę - człowiek ten jest, zdawałoby się, bezpowrotnie stracony, zamknięty w ciasnym pudełku, ograniczony. Na szczęście jednak, taki stan nie jest nieodwracalny. W gruncie rzeczy, czasem wystarczy jedna jedyna ksiązka, którą właściciel Ołowianego Oka przeczyta - i zachwyci się, wzruszy, zachłyśnie - i gotowe. Odkąd człowiek, raz zachwycony, będzie szukał. Będzie sięgał po książki. Więcej: będzie łaził za innymi, będzie zachęcał: - MUSISZ to przeczytać! I o to nam, mniej więcej, chodzi."

Nam chyba też, nie?

poniedziałek, 06 października 2008
Groteska, przerysowanie....

 

Kabarety, błyskotki, kicz, przesada, groteska, sarkazm i niesamowita wyobraźnia to "Mądre dzieci" w skrócie. Książka podobała mi się bardzo tylko dlatego, że jest w niej tyle nieparwdopodbnych i nierealnych wydarzeń i przygód. To historia życia dwóch sióstr o której pisała już zosik i to dzięki niej tak naprawdę po "Mądre dzieci" sięgnęłam. Książka jest pełna barwnych i niesamowitych wizji, które ukazują światek aktorski. To co podobało mi się w niej najbardziej to manifestacja życia i radości wbrew wszelkim przeciwnościom losu. Dwie sześćdziesięcioletnie siostry pomimo braku miłości czy to prawdziwej rodziny są pogodzone ze swym losem i stać je na dowcip jakim niewątpliwie jest ubranie się w lateksowe minispódniczki, złote szpilki, obcisłe bluzeczki i ogromny nadmiar makijażu na setne urodziny swojego ojca. Dodam, że na tym samym przyjęciu była kobieta z akwarium na głowie w którym pływała rybka:)

piątek, 03 października 2008
Literacki Nobel 2008

Specjaliści z największej na świecie firmy bukmacherskiej Ladbrokers szacują, że największe szanse na zdobycie Literackiej Nagrody Nobla ma w tym roku włoski pisarz Claudio Magris. Byłby to idealny laureat dla mnie bo po wakacjach postanowiłam zapoznać się z włoską literaturą, Nobel by to zdecydowanie przyspieszył. Jak na razie chęci podołania wyzwaniu jakim jest Miejskie czytanie odpędzają mnie od kupowania nowych książek czy wyszukiwania tych wartych zainteresowania bo przecież mam co robić. Ale podejrzewam, że już niedługo nie powstrzymam się od kilku wypadów do mojej ulubionej księgarni i coś tam do domu przywlokę.

Krótka recenzja w Merlinie opisuje Dunaj jako "dziennik podróży: esej, reportaż, szkic literacki". Opisywane miejsca - "od źródeł Dunaju do ujścia, a więc od Niemiec do Rumunii - są w głównej mierze pretekstem do refleksji nad zaginioną Atlantydą, ową "Mitteleuropą" zdolną połączyć rozmaite elementy kulturowe i etniczne w odrębną całość, gdzie spotykały się i współżyły wpływy Wschodu i Zachodu." Brzmi jak nasiąknięte polityką i rozważaniami na tematy wschodu i zachodu, których tak wszędzie pełno, nudne czytadło. "Inne morze" to rzekomo rozwikłanie zagadki ludzkiego losu, powieść o miłości i namiętnościach głównego bohatera. Morze i miłość to całkiem smaczne połączenie, zakładam. "Mikrokosmosy" przyniosły autorowi chyba największą popularność i to właśnie po tę książke mam zamiar sięgnąć. Magris ciągle trzyma się motywu podróży jednak opisuje w niej wędrówkę po Trieście, i w drodze z kawiarni do ogrodu miejskiego poznajemy Słowenię, Tyrol, Piemont, wszystkie te miejsca które odcisnęły jakieś piętno, wpłynęły na życie autora. Adriatyk, Słowenia są tylko tłem dla rozważań w kwestiach mieszania się kultur, granic i barier.

To tylko kilka lektur a podejrzewam, że na waszych blogach znajdę setki książek które koniecznie będę musiała przeczytać JUŻ. Zapowiada się ciekawa zima:)

13:32, ksiazkowo , nagrody
Link Komentarze (1) »
Zakładki:
Aktualnie czytam
Czasopisma
I tu zaglądam
Inni o książkach
Kontakt
Przeczytać!
Przeczytane w 2008
Przeczytane w 2009
Przeczytane w 2010
Wyzwania