Wierni przyjaciele, dobre książki i uśpione sumienie - oto ideał życia Mark Twain
niedziela, 28 września 2008
"Nazywam się Czerwień"



Wyobraźmy sobie XVI – wieczną miniaturę pochodzącą ze świata muzułmańskiego. To na pewno byłaby miniatura pełna zdobień, dekoracji i ornamentów, bogata w symbolikę i znaczenie. I każdy z tych przedmiotów, osób i roślin mówi, przekazuje swoją historię i opisuje kulturę islamskiego świata zarazem. Jedna mała miniatura łączyć będzie motywy roślinne, kwiatowe, zwierzęce po to aby w pełen symboliki sposób przekazać historię i opowiedzieć ludzkie losy. I taka jest ta książka, każda postać (czy to moneta, kolor czy osoba) opowiada swoją historię. A całość układa się w obraz pełen znaczeń:)

I na tym w zasadzie powinnam zakończyć recenzję, bo przecież każdy pewnie dostrzega inne symbole w każdej z zasłyszanych czy przeczytanych historii. Jednak według mnie „Nazywam się Czerwień” to opowieść o miłości, o różnych szkołach malarstwa, twórczości, oryginalności i walce świata zachodu ze wschodem.

Cała powieść toczy się wokół tajemniczego morderstwa Eleganta - jednego z miniaturzystów szkoły Wuja. Akcja rozpoczyna się w momencie kiedy do Stambułu powraca Czarny, zostaje on wkrótce poproszony o odkrycie kim jest morderca Eleganta. Wkrótce okazuje się, że i ukochany Wuj zostaje zamordowany a śledztwo staje się dla Czarnego jedyną szansą na osiągnięcia osobistego szczęścia. Od lat nieszczęśliwie zakochany w Sekure (córce Wuja) jest w stanie zrobić wszystko by została jego żoną, dlatego do dochodzenia kto jest mordercą przykłada się nadzwyczaj pieczołowicie.

Wszelkie próby odkrycia mordercy stają się pretekstem do przedstawienia atmosfery ówczesnego Stambułu i opisania malarstwa muzułmańskiego. Otóż rywalizujące ze sobą szkoły malarstwa coraz bardziej ulegają wpływom świata zachodniego, powoli odchodząc od tradycji i łamiąc reguły. Koran przeciwstawia się malowaniu portretów rzeczywistych osób a wenecki zwyczaj uwieczniania się na portrecie staje się coraz bardziej kuszący dla tych poszukujących indywidualności i pragnących wytworzyć swój własny styl. Dla niektórych naszych bohaterów zapatrzenie w zachód kończy się w końcu tragicznie. Być może symbolicznym jest właśnie, że zamordowani zostają Ci, którzy znajdują się na przeciwległych końcach, tacy ekstremiści wschodni i zachodni. Przestroga, profetyzm?

Książka opisuje też wątpliwości jakie posiada artysta: kopiować znakomite dzieła klasyków czy może podążać swą własną ścieżką ryzykując brak akceptacji, niechęć a nawet życie? Takie moje trochę niedawne wahania, choć artystką jestem żadną.

Podobała i nie podobała mi się zarazem postawa Sekure, kobiety silnej i zdecydowanej. Wbrew temu co wyobrażałam sobie o kobietach wschodu potrafi doskonale sterować mężczyznami ją otaczającymi i ma ogromną wręcz wolę walki o swe własne dobro. Nijak ma się do moich przekonań, że kobiety w islamie to zahukane i zastraszone zamknięte w domach z dziećmi kury domowe. Czarny robi dokładnie to, czego oczekuje od niego Sekure, a ona pełna chłodu doskonale potrafi osiągać wszystko czego pragnie.

Język powieści jest barwny i bogaty i nie mogłam oprzeć się wrażeniu, że Pamuk pisze i maluje równocześnie. Z drugiej strony momentami filozoficzne rozważania, przywoływane legendy wiały nudą. Noblista na pewno nie celował w napisanie poczytnego, popularnego kryminału pochłanianego w jeden dzień. I chociaż czytanie tej książki zajęło mi niewiele więcej to jednak polecam posmakowanie jej i wczucie się w atmosferę szesnastowiecznego Stambułu.

15:50, ksiazkowo , wyzwania
Link Komentarze (3) »
czwartek, 25 września 2008
Wątpliwości

Od dłuższego czasu męczy mnie pewna kwestia, która nurtowała mnie w latach licealnych. Jako zaczytana młoda osoba generalnie dużo czasu spędzałam na refleksjach i rozmyślaniach na tematy od błahych po istotne. Jednym z nich była rzecz powtarzania i powielania informacji. Otóż uważałam, że nie mam prawa odzywać się jeśli coś nie wynika z moich przemyśleń, refleksji, jeżeli czegoś nie wymyśliłam sama. Tak więc nie powtarzałam po kimś, nie przekazywałam, plotki były zakazane a zasłyszane historie czy anegdoty zatrzymywałam dla siebie. Bo przecież ktoś będzie je kiedyś chciał opowiedzieć sam. Czułam się po prostu zobligowana do przestrzegania praw autorskich.

Wydawało mi się, że wszystko już gdzieś zostało powiedziane, opisane i wymyślone a wszystkie wypowiedzi moich znajomych sa tylko powielaniem i powtarzaniem zasłyszanych opinii (czym gardziłam). Podobne odczucia miałam wobec rozwijającego się internetu, gdzie nie ma źródeł, są tylko przetworzone i powielone informacje. Miało to na pewno swoje dobre strony, byłam twórcza, dociekałam i co więcej skupiałam się na dotarciu do jakiegoś sedna sprawy. Poglądy się zmieniły jak zasłyszałam kiedyś kogoś z grona "tych mądrych" który twierdził, że możemy dodać elementu twórczego do każdej rzeczy która z nas wychodzi, tak że nawet to "kopiowane" może być "nasze".

A moja wątpliwość właśnie dotyczy tego bloga, przecież jest tylko czymś co powielam, powtarzam. Każdy z blogów książkowych staje się podobny, recenzje, stosiki, komentarze "właśnie miałam to przeczytać" i cała masa podobnych do siebie postów. Podobnie jest z pisaniem recenzji, nie wiem jaką metodę mam stosować, recenzujemy przecież takie same książki. Czy czytać inne recenzje czy może omijać je szerokim łukiem żeby się nimi nie sugerować? Póki co stosuje tę drugą metodę, ale ciągle truchleję, że moja recenzja i tak będzie podobna do jakiejś wcześniej pojawiającej się na blogach. Co począć? Wątpliwości są spore a "Nazywam się Czerwień" czeka na zrecenzowanie.

piątek, 19 września 2008
Weneckie festiwale

 

 

"Serenissima" Eriki Jong zabiera nas w podróż do powoli zanikającego miasta na wodzie, pięknego i magicznego. Chyba z tą magią coś ostatnio przeginam, no co poradzę, że w moje ręce wpadają książki łączące magię z rzeczywistością.

"Serenissima" to powieść o aktorce Jessice która przyjeżdża na festiwal w Wenecji zasiadać w jury festiwalu i przygotowywać się do kręcenia swego kolejnego filmu. Planowany film ma opowiadać o nieznanym okresie czasu jaki Szekspir spędził w Wenecji. Dlatego w hotelowym pokoju towarzyszą jej "Dzieła zebrane" Szekspira a piękna aktorka czas w łóżku spędza z książkami, nie kochankami, co oczywiście lepiej wyglądałoby w czołówkach gazet. Wraz z Jessiką do Wenecji przybywają tłumy turystów żądnych spotkania z jakąś gwiazdą, zaczepiające ją z pytaniem "Are you famous?" po tylko by zdobyć cenny autograf jednej z celebrities, nawet dla nich nieznanej. (W rzeczywistości wygląda to identycznie, byłam w szoku widząc tłumy czekające na gwiazdy przed oficjalnym otwarciem festiwalu, wszyscy wędrują uliczkami zaglądając innym w oczy aby zobaczyć kogoś znanego). Nasza główna bohaterka jest rozwódką z poczuciem straconego życia, pozbawiona praw rodzicielskich i majątku. Całą swą energię skupia na przygotowaniach do swej roli. Jednak zaczyna chorować i zamiast cieszyć się uczestnictwem w festiwalu cierpi z powodu gorączki. A wtedy rzeczywistość miesza jej się z fikcją. W swych marzeniach sennych przenosi się w czasy szekspirowskie - jest wenecką Żydówką. Dzięki temu poznaje Szekspira, jego tajny związek z jego opiekunem, zabawy i orgie urządzane u weneckich kurtyzan. Spotyka ją wiele nieszczęść, opisuje los i problemy Żydów w XVI w. I ciągle nie wie co jest snem a co jawą.


Ja też wiele razy zadawałam sobie to pytanie bo raz byliśmy w wieku XX zeby znow przenieść się do XVI. Co do oddania Wenecji i jej klimatu to Erica Jong zrobiła to idealnie. To rzeczywiście miasto które łączy dwa swiaty zupełnie ze sobą przeciwstawne - mieszkańców i turystów. Wędrując uliczkami i pływając gondolami ma się wrażenie, że czas się tu zatrzymał, że jesteśmy bohaterami "Kupca weneckiego" żeby szybko natknąć się na setki stoisk i wystaw z jak najbardziej współczesnym sprzętem. Zakochałam się w Wenecji, niekoniecznie w Erice Jong. Nie mogłam przebrnąć przez tę książkę, całe to pomieszanie z poplątaniem męczyło mnie a niektóre wątki wcale nie trzymały się kupy. Być może takie było założenie autorki jednak nudziło mnie to zadęcie i zadufanie w swoje umiejętności. Mieszanka piękne miasto, największy poeta i samotna kobieta nie zawsze musi utworzyć świetną książkę. Kiepsko się czytało i pewnie gdybym nie widziała tej Wenecji naprawdę to "Serenissima" by mnie do tego miasta zniechęciła.

A to oznacza, że muszę sięgnąć po jakąś inną książkę o Wenecji, żeby zatrzeć złe wspomnienia. 

środa, 17 września 2008
Ciągle pada...

 

 Jak ja uwielbiam taką pogodę! To jest usprawiedliwienie dla lenistwa, nieróbstwa i wylegiwania się całymi dniami. Nie musimy wtedy biegać, załatwiać, organizować bo zostawiamy to na jakiś inny, pogodowo-lepszy dzień. A nawet jak zmuszeni jesteśmy do wykonania jakieś czynności innej niż leżenie i czytanie to robimy to jakoś wolniej i spokojniej. Okazuje się wtedy, że świat wcale tak nie musi pędzić. A przynajmniej nie my. Mnie osobiście podoba sie ubieranie, otulanie w swetry, szaliki i czapki i mam w nosie to, że jest astronomiczne lato. Najważniejsze żeby było ciepło, i tyle. Pewnie jako osoba jeżdząca wszędzie samochodem nie dostalam jeszcze pożądnej nauczki od natury i dlatego taka pogoda mi się bezwzględnie podoba.


Zresztą to bardzo literacka pogoda i niejedna książka czy film udawadnia nam, że może być ciepło pomimo. Najlepszym dowodem są "Kroniki portowe" Annie Proulx których akcja odgrywa się w Nowej Funlandii. Jest to miejsce sztormów, niestabilnej pogody, ciągłe wichry, zamiecie śnieżne sprawiają, że książka jest ...ciepła. Atmosfera i klimat Nowej Funlandii oczarował mnie na dobre, bo i ciepło i zimno idzie tam w parze.

A "Przystanek Alaska"? Mogę się założyć, że każdy oglądał, zachwycał się i chciał się przeprowadzać na Alaskę po każdym odcinku. Niby zimny klimat a z ekranu czarowała nas życzliwość, tolerancja i tak pozytywne nastawienie do życia, że pozostaje nam tylko wzorować się na nich i cieszyć się z pogody za oknem. Shelly, słodka blondyneczka, potrafiła nawet ubrać się ciepło i zabawnie zarazem.

Dlatego obstawiam, że nie jesteśmy jeszcze straceni:)

poniedziałek, 15 września 2008
Spomiędzy kartek

 

 

Wczoraj spędziłam dzień na typowo jesienym zajęciu - czytaniu. I chociaż "Nazywam się Czerwień" nie wciąga tak od razu na całego to jednak po południu nie mogłam się od tej książki oderwać. I okazało się, że prawie, prawie kończę, tak więc postaram się dowiedzieć się kto zamordował Eleganta wkrótce. To zadziwiające jest tylko jak różne książki są nagradzane Noblem i w jaką różnorodność stylu, narracji mają poszczególni Nobliści.

Ten jeden dzień spędzony pod kocykiem zainspirował mnie do dalszego podobnego leniuchowania, najlepiej w każdy weekend. Ideałem byłoby posiadanie chatki, domku letniskowego w Bieszczadach i spędzanie tam koniecznie całej jesieni. Leżałabym pod kocykiem, albo lepiej, przy kominku w domku wykończonym drewnem i pochłaniałabym setki książek, robiłabym przetwory i chodziła na spacery, dużo spacerów. Nie powiem żeby było to niemożliwe jednak chyba muszę swoje odpracować. Póki co pozostaje mi kocyk w malutkim mieszkanku z oknem z widokiem na niebo.

piątek, 12 września 2008
Wiedeńskie przysmaki

 

"Trzeci człowiek" Grahama Greena to książka która pierwotnie została napisana jako scenariusz do filmu. I dlatego brakowało mi w niej mnóstwa rzeczy, wiarygodnego przedstawienia i opisania postaci w taki sposób żeby mogły poruszyć jakieś emocje. Czytałam ją w Wiedniu a jakże bo w końcu Wiedeń ona ma przedstawiać, jednak niewiele w niej opisu miasta. Liczyłam na to że z książka w ręku będę mogła wędrować ulicami wiedeńskiego Ringu ale okazało się że książke nalezy zostawić w domu. Graham Greene pozostawił bardzo dużo pola manewru dla twóców filmu przez co my nie do końca dajemy się jej porwać, no dobra, przynajmniej ja się nie dałam. Wyraźny pozostaje tylko podział powojennego Wiednia na 4 strefy wpływów.

A fabuła wygląda mniej więcej tak: Zaproszony przez przyjaciela Lime'a amerykański pisarz kiepskich westernów, Holly Martins, przyjeżdża do zniszczonego miasta. Po przylocie okazuje się, że przyjaciel nie żyje, zginął w wypadku potrącony przez ciężarówke. Po kilku rozmowach przeprowadzonych ze znajomymi swego przyjaciela postanawia przeprowadzić swe własne śledztwo. Okazuje się, że ktoś pragnie mu w tym przeszkodzić. Martins czuje się zobligowany do podjęcia walki o poznanie prawdy co do śmierci przyjaciela, w końcu od czego są najlepsi przyjaciele. Stara się wykonać przyjacielską przysługę i odkryć rzeczywiste powód śmierci. Jak później się okazuje, na próżno zachowuje się tak jak prawdziwy przyjaciel powinien. Jest to opowiadanie o zwątpieniu w przyjaźń, o tym jak czasami wiara w ludzi jest złudna a nasze przekonanie i czystości intencji naszych przyjaciół błędne. Odkrywamy smutną prawdę i od nas zależy jak sobie z nią poradzimy. W książce pojawia się postać dziewczyny Lime'a, która odmawia zaakceptowania rzeczywistości, nie może pogodzić się i zamyka się w swym własnym świecie przekonań. Fajny materiał na film, mało przekonująca książka.

Bardziej odpowiadało mi drugie opowiadanie w którym pokazane jest jak świat dorosłych może być nie do zaakceptowania dla dzieci. Zaufanie i dziecięca naiwność, chęć sprostania wszystkim życzeniom dorosłych może sprawić, że kończy się błogie dzieciństwo. Opowiadania mówi właśnie o takim momencie w życiu młodego chłopca, który poproszony jest o dochowanie pewnej tajemnicy dorosłych. Ponieważ stara się być lojalny wobec wszystkich ludzi i znajomych staje przed wyborem typowo "dorosłym". A my widzimy jak świat dorosłych rujnuje jego dzieciństwo. Ładne i smutne zarazem.

Polecam tak czy siak.

wtorek, 09 września 2008
"Czarodziejska Góra"

 

Bogata to książka, zarówno w piękny język jak i w wartość samą w sobie. Sięgnęłam po nią bo to przecież arcydzieło literatury, klasyka i rzecz którą przeczytać trzeba. Jednak odniosłam wrażenie że to taki pomnik postawiony przez Tomasz Manna samemu sobie. Ile tam opisów, rozważań, myśli, przemyśleń – chciałabym pisać choć w jednej dziesiątej jak Mann. Posiada on niesamowitą lekkość pióra, pokazuje nam że z językiem i naszą wyobraźnią potrafi zrobić wszystko. No bo kto mógłby opisywać toaletę poranną przez 20 stron a samo śniadanie trzy razy dłużej. I ta książka jest dowodem na ten kunszt literacki, niewiele akcji rozwlekać w 800 stronach. To właśnie przez to miałam momenty zwątpienia, owszem, ale cieszę się że przez „Czarodziejską Górę” przebrnęłam.

Rzecz dzieje się w sanatorium w Davos gdzie przyjeżdża Hans Castorp, młody świeżo upieczony absolwent, po to tylko by odwiedzić swego kuzyna Joachima. Dojechawszy na miejsce ma trudności z aklimatyzacją, dziwi i nudzi go życie prowadzone w sanatorium. Jako człowiek z zewnątrz czuje się zwolniony z wszelkiej troski o swe zdrowie. Jednak w miarę przyzwyczajania się do sanatoryjnej codzienności Castorp wtapia się w spokojny żywot kuracjuszy i o dziwo, zauważa problemy ze swym zdrowiem. Jak się okazuje, w przededniu swego planowanego wyjazdu Hansa dopada gorączka a jego pobyt zostaje przedłużony na czas nieokreślony. Cała książka opisuje „przygody” Hansa w sanatorium, jego perypetie związane z zakochaniem się w pięknej Rosjance i powolne dojrzewanie intelektualne i emocjonalne. Te nudne „przygody” pozwalają odkryć wnętrze głównego bohatera, jego myśli i rozważania.

Podobały mi się refleksje Hansa związane z czasem, twierdził on że czynności miłe wcale niekoniecznie muszą trwać tyle samo jak te nużące - chociaż wskazówki zegara jednoznacznie wskazują taki sam czas trwania. W końcu czas jest pojęciem względnym a nasze postrzeganie może nadać mu zupełnie inny wymiar. Dużo takich filozoficznych dysput toczą Settembrini i Naphta – znajomi Castorpa, którzy reprezentują dwa filozoficzne poglądy na temat świata i polityki. Settembrini – typowo zachodnie podejście do życia, Naphta – zainteresowany mistyką i wschodnimi nurtami politycznymi. Castorp stoi między nimi próbując wyrobić sobie opinię i zabrać jakieś stanowisko. Cały jego pobyt jest jakby walką pomiędzy chęcią zaspokajania swych potrzeb ciała a potrzeb ducha.

Sanatorium jest domem dla ludzi wszelkich narodowości i tutaj Mann użył chyba wszelkich stereotypów jakie można sobie wyobrazić. Otóż Włoch Settembrini to wesołek, żywiołowy, gadatliwy, wszędzie go pełno, nie śmierdzi bogactwem. Rosjanie na przykładzie małżeństwa sąsiadującego obok pokoju Castorpa to rozpasana, rubaszna para która nie dba o innych a jedynie o swe własne żądze. Z kolei pani Chauchat to piękna, tajemnicza kobieta jakich w Rosji według Manna pełno. Byli tam też roztrzęsieni Francuzi nie potrafiący otrząsnąć się z tragedii życia czy rozrywkowa niemiecka młodzież. Książka jest pełna śmiesznych typów ludzkich odkrywających swoje ułomności i wariactwa tylko dzięki temu, że znajdują się w sanatorium „Berghof”. To miejsce gdzie można łamać wszelkie reguły, zapomnieć o konwenansach i ograniczeniach.

Jak dla mnie, Berghof to taka Unia Europejska gdzie wszyscy trafili za swą zgodą jednak zwabieni przez ludzi z wewnątrz. To miejsce gdzie wszyscy współegzystują, urozmaicają sobie czas, tworzą reguły wspólnoty i są tylko pozornie zadowoleni. Bunt nie jest tu dobrze widziany. Złe strony sanatorium (zgony) ukrywane są przed kuracjuszami. Pozostaje nam mieć tylko nadzieję że, w przeciwieństwie do książki, finałem nie będzie wojna. Oczywiście jak zwykle to moja nadinterpretacja z której się już nie wyleczę.

„Czarodziejską Górę” polecam tym, którzy mają czas niespiesznie usiąść przy kubku herbaty i delektować się językiem i treścią. Absolutnie nie polecam tym zaangażowanych w danym we wszystkie obowiązki świata, bo książka aż tak nie porywa i można zasnąć z twarzą jak zakładka.

poniedziałek, 08 września 2008
A zanim...

Zanim te moje pozaczynane recenzje dokończę to postanowiłam się dołączyć do zabawy zapoczątkowanej, tudzież przekazanej nam, przez Zosik. I oto: 

Pogrubione są tytuły, które przeczytałam
Kursywą te, które mam zamiar przeczytać
Podkreślone pozycje, które wielbię ;)
Przekreślone te, których czytać nie mam zamiaru bądź do czytania byłam zmuszona.

1. Pride and Prejudice - Jane Austen
2. The Lord of the Rings - JRR Tolkien
3. Jane Eyre - Charlotte Bronte
4. The Harry Potter Series - JK Rowling

5. To Kill a Mockingbird - Harper Lee
6. The Bible
7. Wuthering Heights - Emily Bronte
8. Nineteen Eighty Four - George Orwell
9. His Dark Materials - Philip Pullman
10. Great Expectations - Charles Dickens
11. Little Women - Louisa M Alcott
12. Tess of the D’Urbervilles - Thomas Hardy
13. Catch 22 - Joseph Heller
14. Complete Works of Shakespeare
15. Rebecca - Daphne Du Maurier
16. The Hobbit - JRR Tolkien
17. Birdsong - Sebastian Faulks
18. Catcher in the Rye - JD Salinger
19. The Time Traveller’s Wife - Audrey Niffenegger
20. Middlemarch - George Eliot
21. Gone With The Wind - Margaret Mitchell
22. The Great Gatsby - F Scott Fitzgerald
23. Bleak House - Charles Dickens
24. War and Peace - Leo Tolstoy
25. The Hitch Hiker’s Guide to the Galaxy - Douglas Adams
26. Brideshead Revisited - Evelyn Waugh
27. Crime and Punishment - Fyodor Dostoyevsky
28. Grapes of Wrath - John Steinbeck
29. Alice in Wonderland - Lewis Carroll
30. The Wind in the Willows - Kenneth Grahame
31. Anna Karenina - Leo Tolstoy

32. David Copperfield - Charles Dickens
33. Chronicles of Narnia - CS Lewis
34. Emma- Jane Austen
35. Persuasion - Jane Austen
36. The Lion, The Witch and The Wardrobe - CS Lewis
37. The Kite Runner - Khaled Hosseini
38. Captain Corelli’s Mandolin - Louis De Bernieres
39. Memoirs of a Geisha - Arthur Golden
40. Winnie the Pooh - AA Milne
41. Animal Farm - George Orwell

42. The Da Vinci Code - Dan Brown
43. One Hundred Years of Solitude - Gabriel Garcia Marquez
44. A Prayer for Owen Meaney - John Irving
45. The Woman in White - Wilkie Collins
46. Anne of Green Gables - LM Montgomery
47. Far From The Madding Crowd - Thomas Hardy
48. The Handmaid’s Tale - Margaret Atwood
49. Lord of the Flies - William Golding
50. Atonement - Ian McEwan
51. Life of Pi - Yann Martel

52. Dune - Frank Herbert
53. Cold Comfort Farm - Stella Gibbons
54. Sense and Sensibility - Jane Austen
55. A Suitable Boy - Vikram Seth
56. The Shadow of the Wind - Carlos Ruiz Zafon
57. A Tale Of Two Cities - Charles Dickens
58. Brave New World - Aldous Huxley
59. The Curious Incident of the Dog in the Night-time - Mark Haddon
60. Love In The Time Of Cholera - Gabriel Garcia Marquez
61. Of Mice and Men - John Steinbeck
62. Lolita - Vladimir Nabokov
63. The Secret History - Donna Tartt
64. The Lovely Bones - Alice Sebold
65. Count of Monte Cristo - Alexandre Dumas
66. On The Road - Jack Kerouac
67. Jude the Obscure - Thomas Hardy
68. Bridget Jones’s Diary - Helen Fielding
69. Midnight’s Children - Salman Rushdie
70. Moby Dick - Herman Melville
71. Oliver Twist - Charles Dickens
72. Dracula - Bram Stoker
73. The Secret Garden - Frances Hodgson Burnett
74. Notes From A Small Island - Bill Bryson
75. Ulysses - James Joyce
76. The Bell Jar - Sylvia Plath
77. Swallows and Amazons - Arthur Ransome
78. Germinal - Emile Zola
79. Vanity Fair - William Makepeace Thackeray
80. Possession - AS Byatt
81. A Christmas Carol - Charles Dickens
82. Cloud Atlas - David Mitchell
83. The Color Purple - Alice Walker
84. The Remains of the Day - Kazuo Ishiguro

85. Madame Bovary - Gustave Flaubert
86. A Fine Balance - Rohinton Mistry
87. Charlotte’s Web - EB White
88. The Five People You Meet In Heaven - Mitch Albom
89. Adventures of Sherlock Holmes - Sir Arthur Conan Doyle
90. The Faraway Tree Collection - Enid Blyton
91. Heart of Darkness - Joseph Conrad
92. The Little Prince - Antoine De Saint-Exupery
93. The Wasp Factory - Iain Banks
94. Watership Down - Richard Adams
95. A Confederacy of Dunces - John Kennedy Toole
96. A Town Like Alice - Nevil Shute
97. The Three Musketeers - Alexandre Dumas
98. Hamlet - William Shakespeare
99. Charlie and the Chocolate Factory - Roald Dahl
100. Les Miserables– Victor Hugo

Razem: 31 przeczytanych, czyli marniutko, marniutko. Kiedyś nadrobię na pewno:)



 

środa, 03 września 2008
Powoli i skutecznie

Tak właśnie wypoczywałam, błogo, niespiesznie i niezwykle skutecznie. Nasz 2-tygodniowy pobyt przedłużył się dzięki usterce samochodu, dzięki czemu zakosztowaliśmy gościnności Słowaków. Niesamowici wręcz ludzie nie dość że nas przenocowali, żywili to jeszcze pomogli z naprawą i organizację dosłownie wszystkiego. A ja wiedziałam od samego początku, że możemy na nich liczyć bo mieli tak dużo duzo książek w każdym pokoju i w każdym kącie. Spokojnie mogę twierdzić, że w domach z dużą ilością książek żyją po prostu cudowne osoby. 

A nasze zwiedzanie i plażowanie było na tyle rozleniwiające, że już trzeci dzień zbieram się z napisaniem tego postu. Ogarniam, z przyzwyczajenia powoli, bałagan w domu i pracy i szykuję recenzje, bo przeczytałam to i owo.

Po wakacjach mam zdecydowanie postulat do wydawców, żeby znakowali chociaż rodzaje książek w górnych rogach bo na plaży było mi ciężko podglądać co kto czyta. Gdyby istniały jakieś międzynarodowe znaki, symbole miałabym jasno wyrobioną opinię na temat współplażowiczów. A tak, tylko postanowiłam się zapoznać z literaturą włoską. Bez dwóch zdań kocham wszystkich Włochów za dolce far niente. 

Zakładki:
Aktualnie czytam
Czasopisma
I tu zaglądam
Inni o książkach
Kontakt
Przeczytać!
Przeczytane w 2008
Przeczytane w 2009
Przeczytane w 2010
Wyzwania