Wierni przyjaciele, dobre książki i uśpione sumienie - oto ideał życia Mark Twain
czwartek, 28 maja 2009
Powiało grozą

 

 Anna Janko napisała niesamowitą książkę która zmusza do zastanowienia się nad swoim podejściem do małżeństwa, rodziny i życia. Chociaz przeczytałam chwilę temu do tej pory nie mogę się otrząsnąć, naprawdę zaczęłam doszukiwać się potwora w swoim lubym i poważnie obawiać się małżeństwa. Wiele już zotało napisane o tej książce, niejedna z was opisywała porażkę i domowe piekiełko zaserwowane przez Pawia głównej bohaterce. Tymczasem ja patrzyłam głównie na to jak główna bohaterka, poetka, zatrzaśnięta w pułapce prozy życia nie radzi sobie z brutalną rzeczywistością. Nie raz nie dwa zdarzyło mi się zastanawiać nad sensem ciągłego sprzątania, prania, gotowania itp. Chociaż nie muszę robić tego sama to i tak odczuwałam ciężar gatunkowy tego przedsięwzięcia. Każdy dzień staje się podobny do poprzedniego a szereg obowiązków odciąga nas od marzeń, spełniania pragnień cy tak jak w przypadku bohaterki, od pisania. I to właśnie do tego pisania ucieka ona codziennie, od niemiłych teściów, niekochającego męża, grymaśnych dzieci. Książka napisana jest pięknym, poetyckim językiem, który doskonale oddaje uczucia pretensji, żalu i goryczy. Piękna proza, której boję się polecić koleżankom. Jednocześnie zdaję sobie sprawę, że przeczytać warto.

Anna Janko napisała niesamowitą książkę która zmusza do zastanowienia się nad swoim podejściem do małżeństwa, rodziny i życia. Chociaz przeczytałam chwilę temu do tej pory nie mogę się otrząsnąć, naprawdę zaczęłam doszukiwać się  potwora w swoim lubym i poważnie obawiać się małżeństwa.

Wiele już zotało napisane o tej książce, niejedna z was opisywała porażkę i domowe piekiełko zaserwowane przez Pawia głównej bohaterce. Tymczasem ja patrzyłam głównie na to jak główna bohaterka, poetka, zatrzaśnięta w pułapce prozy życia nie radzi sobie z brutalną rzeczywistością.

Nie raz nie dwa zdarzyło mi się zastanawiać nad sensem ciągłego sprzątania, prania, gotowania itp. Chociaż nie muszę robić tego sama to i tak odczuwałam ciężar gatunkowy tego przedsięwzięcia. Każdy dzień staje się podobny do poprzedniego a szereg obowiązków odciąga nas od marzeń, spełniania pragnień cy tak jak w przypadku bohaterki, od pisania. I to właśnie do tego pisania ucieka ona codziennie, od niemiłych teściów, niekochającego męża, grymaśnych dzieci. Książka napisana jest pięknym, poetyckim językiem, który doskonale oddaje uczucia pretensji, żalu i goryczy.

Piękna proza, której boję się polecić koleżankom. Jednocześnie zdaję sobie sprawę, że przeczytać warto. 

czwartek, 21 maja 2009
Zmęczenie wiosenne
Ogarnęła mnie taka niemoc czytelniczo-recenzencka, że aż strach bierze. Lenistwo polega na spędzaniu czasu ze znajomymi i patrzeniu bezmyślnie w niebo, tudzież sufit. Obiecuję, że nadrobię zaległości i podzielę się wrażeniami po przeczytaniu "Dziewczyny z zapałkami", która do tej pory męczy mnie i gniecie. Adieu! 
czwartek, 07 maja 2009
Książko daj żyć!

Ostatnie moje zetknięcie z literaturą było naprawdę brutalne, w czasie "Dziewczyny z zapałkami" zerkałam na mojego wkrótce męża z przerażeniem i zgrozą a gdyby ta książka miała więcej stron to kto wie czy nie zmieniłabym zdania i odwoływała ślub. A on biedny zerkał na mnie z lękiem bo co rusz buntowałam się i prychałam. I musiałam, ale to musiałam sięgnąć po coś innego, nie tak dusznego i przytłaczającego. A, że akurat powrót do Harrego Pottera sobie postanowiłam to choć na moment pozwalał mi zapomnieć o tym jak można się dusić w związku. A to oznacza złamanie zasady, której trzymałam sie od dłuższego czasu wierząc, że zastanawianie się i myślenie nad jedną lekturą pozwoli mi bardziej chłonąć atmosferę, wejść w książkę jak we mgłę. Otoż panie i panowie! Mam serdecznie dość tej mgły. Ileż można pochłaniać książkę do tego stopnia, że aż czuje się fizycznie ból bohatera? Potrzebuję relaksu, odstresowania i zdecydowanie czegoś mało poważnego. Do tego stopnia, że choć Dziennik Virginni Woolf leży na mej szafce to obawiam sie jej napadów depresji, boję się czytać by nie wpaść w nastój podobny. Niedługo zacznę zachowywać się jak Rachel z "Przyjaciół" i chować książki do zamrażarnika w najgorszych momentach. Czy jest na sali lekarz? 

 Wszem i wobec chciałam zaananonsować, że nadeszła pora czytania kilku książek naraz.

Ostatnie moje zetknięcie z literaturą było naprawdę brutalne, w czasie "Dziewczyny z zapałkami" zerkałam na mojego wkrótce męża z przerażeniem i zgrozą a gdyby ta książka miała więcej stron to kto wie czy nie zmieniłabym zdania i odwoływała ślub. A on biedny zerkał na mnie z lękiem bo co rusz buntowałam się i prychałam. I musiałam, ale to musiałam sięgnąć po coś innego, nie tak dusznego i przytłaczającego. A, że akurat powrót do Harrego Pottera sobie postanowiłam to choć na moment pozwalał mi zapomnieć o tym jak można się dusić w związku. A to oznacza złamanie zasady, której trzymałam sie od dłuższego czasu wierząc, że zastanawianie się i myślenie nad jedną lekturą pozwoli mi bardziej chłonąć atmosferę, wejść w książkę jak we mgłę.

Otoż panie i panowie! Mam serdecznie dość tej mgły. Ileż można pochłaniać książkę do tego stopnia, że aż czuje się fizycznie ból bohatera? Potrzebuję relaksu, odstresowania i zdecydowanie czegoś mało poważnego. Do tego stopnia, że choć Dziennik Virginni Woolf leży na mej szafce to obawiam sie jej napadów depresji, boję się czytać by nie wpaść w nastój podobny. Niedługo zacznę zachowywać się jak Rachel z "Przyjaciół" i chować książki do zamrażarnika w najgorszych momentach. Czy jest na sali lekarz?

 

niedziela, 03 maja 2009
'The Secret Scripture'

Wróciliśmy z wesela, stopy bolą mnie tak bardzo, że nie pozostaje nic innego tylko leżeć i czytać albo pisać. Kolega oddany w dobre ręce. Przede mną leży ‘The Secret Scripture’ i podczytuję kilka fragmentów: „What can I tell you further? I once lived among humankind, and found them in their generality to be cruel and cold, and yet could mention the names of three or four that were like angels.’ Roseanne McNulty, stuletnia już kobieta zamknięta z zakładzie dla obłąkanych w tajemnicy przed personelem szpitala pisze wspomnienia ze swego długiego życia. Z drugiej strony doktor Grene, psychiatra, zmuszony jest poddać ocenie swoich pacjentów. Szpital dla umysłowo chorych Roscommon ma zostać zamknięty a jego podopieczni albo wysłani do domów albo przeniesieni do nowego miejsca. Doktor Grene stara się sprawdzić co sprawiło, że Roseanne spędziła tyle lat w szpitalu i zdecydować do której kategorii powinna należeć. Historię życia Roseanne poznajemy z dwóch perspektyw, z jej wspomnień zapisywanych każdego dnia oraz z dokumentów i rejestrów zdobywanych przed doktora Grene’a. Co ciekawe wspomnienia staruszki nie pokrywają się często z rzeczywistymi wydarzeniami, historia Irlandii i świta toczy się jakby z boku, niewiele obchodząc najpierw dziecko a później kobietę, która ma swe problemy. A tych życie nie oszczędziło jej ani trochę, jeśli mogła dostać tęgie baty to zawsze je dostała, jeżeli gdzieś mogła zostać opuszczona to tak właśnie się działo. Wyklęta przez społeczeństwo, pozostawiona sama sobie pozostała ciepłą kobietą. Ze wspomnień tej pięknej staruszki płynie nic innego jak pozytywne nastawienie dla świata, miłość do wszystkich i wdzięczność za to, co otrzymała. Jeżeli dodać do tego piękny, poetycki język to uzyskamy mieszankę wyjątkową, wręcz magiczną. Równolegle swą opowieść snuje doktor Grene, który momentami wydaje się być bardziej szalony i niespełna rozumu niż jego pacjentka. Głęboko przeżywa śmierć żony, wspomina dobre i złe lata swego małżeństwa a tym samym okazuje się, że decyzje podejmowane przez niego są momentami podobne do decyzji podejmowanych przez Roseanne. Dlaczego to ona znajduje się w „psychiatryku”? Tę książkę trzeba przeczytać, żeby się tego dowiedzieć. Dla mnie ‘The Secret Scripture’ to przede wszystkim o sile miłości o tym jak jedna pochopnie podjęta decyzja, źle zrozumiane gesty mogą zrujnować wszystko to co budowało się przez lata, tak niewiele jest już później do zrobienia. I właśnie w ramach zadośćuczynienia swej niechlubnej przeszłości doktor Grene stara się dociec prawdy o Roseanne wciągając się coraz bardziej w poszukiwania. W powieści pojawia się wiele niejasności, biorących się ze różnych sposobów opisywania, z subiektywnego postrzegania historii z ulotności pewnych wspomnień. Teściowa Roseanne jest według niej przede wszystkim kobietą okrutną, oceniana przez jedną z zakonnic – starającą się nieść pomoc wszystkim. Dlatego właśnie dużo w tej książce też o tym jak subiektywne jest nasze postrzeganie świata, jak wiele zależy od naszego spojrzenia. Dawno nie czytałam tak dobrej książki, jest tak obarczona emocjami, że wymagała przerw i przemyśleń po to bym mogła dojść do siebie. Sebastian Barry pisze pięknym poetyckim językiem, mogę powiedzieć, że rzucił na mnie urok.

Wróciliśmy z wesela, stopy bolą mnie tak bardzo, że nie pozostaje nic innego tylko leżeć i czytać albo pisać. Kolega oddany w dobre ręce.

Przede mną leży ‘The Secret Scripture’ i podczytuję kilka fragmentów:
 „What can I tell you further? I once lived among humankind, and found them in their generality to be cruel and cold, and yet could mention the names of three or four that were like angels.’ 

Roseanne McNulty, stuletnia już kobieta zamknięta z zakładzie dla obłąkanych w tajemnicy przed personelem szpitala pisze wspomnienia ze swego długiego życia. Z drugiej strony doktor Grene, psychiatra, zmuszony jest poddać ocenie swoich pacjentów. Szpital dla umysłowo chorych Roscommon ma zostać zamknięty a jego podopieczni albo wysłani do domów albo przeniesieni do nowego miejsca. Doktor Grene stara się sprawdzić co sprawiło, że Roseanne spędziła tyle lat w szpitalu i zdecydować do której kategorii powinna należeć. 

Historię życia Roseanne poznajemy z dwóch perspektyw, z jej wspomnień zapisywanych każdego dnia oraz z dokumentów i rejestrów zdobywanych przed doktora Grene’a. Co ciekawe wspomnienia staruszki nie pokrywają się często z rzeczywistymi wydarzeniami, historia Irlandii i świta toczy się jakby z boku, niewiele obchodząc najpierw dziecko a później kobietę, która ma swe problemy. 

A tych życie nie oszczędziło jej ani trochę, jeśli mogła dostać tęgie baty to zawsze je dostała, jeżeli gdzieś mogła zostać opuszczona to tak właśnie się działo. Wyklęta przez społeczeństwo, pozostawiona sama sobie pozostała ciepłą kobietą. Ze wspomnień tej pięknej staruszki płynie nic innego jak pozytywne nastawienie dla świata, miłość do wszystkich i wdzięczność za to, co otrzymała. Jeżeli dodać do tego piękny, poetycki język to uzyskamy mieszankę wyjątkową, wręcz magiczną. 

Równolegle swą opowieść snuje doktor Grene, który momentami wydaje się być bardziej szalony i niespełna rozumu niż jego pacjentka. Głęboko przeżywa śmierć żony, wspomina dobre i złe lata swego małżeństwa a tym samym okazuje się, że decyzje podejmowane przez niego są momentami podobne do decyzji podejmowanych przez Roseanne. Dlaczego to ona znajduje się w „psychiatryku”? Tę książkę trzeba przeczytać, żeby się tego dowiedzieć.

Dla mnie ‘The Secret Scripture’ to przede wszystkim o sile miłości o tym jak jedna pochopnie podjęta decyzja, źle zrozumiane gesty mogą zrujnować wszystko to co budowało się przez lata, tak niewiele jest już później do zrobienia. I właśnie w ramach zadośćuczynienia swej niechlubnej przeszłości doktor Grene stara się dociec prawdy o Roseanne wciągając się coraz bardziej w poszukiwania. 

W powieści pojawia się wiele niejasności, biorących się ze różnych sposobów opisywania, z subiektywnego postrzegania historii z ulotności pewnych wspomnień. Teściowa Roseanne jest według niej przede wszystkim kobietą okrutną, oceniana przez jedną z zakonnic – starającą się nieść pomoc wszystkim. Dlatego właśnie dużo w tej książce też o tym jak subiektywne jest nasze postrzeganie świata, jak wiele zależy od naszego spojrzenia. 

Dawno nie czytałam tak dobrej książki, jest tak obarczona emocjami, że wymagała przerw i przemyśleń po to bym mogła dojść do siebie. Sebastian Barry pisze pięknym poetyckim językiem, mogę powiedzieć, że rzucił na mnie urok. 

Moja ocena: 6/6  

Zakładki:
Aktualnie czytam
Czasopisma
I tu zaglądam
Inni o książkach
Kontakt
Przeczytać!
Przeczytane w 2008
Przeczytane w 2009
Przeczytane w 2010
Wyzwania