Wierni przyjaciele, dobre książki i uśpione sumienie - oto ideał życia Mark Twain
piątek, 20 listopada 2009
"Niziny" Herta Muller

Wzięłam do ręki książkę „Niziny” Herty Muller i zaintrygowała mnie od pierwszego spojrzenia. Ale nie dzięki okładce  a zdjęciu autorki znajdującym się na obwolucie. Oczy zaznaczone grubą kredką równie mocno na dole jak i na górze, usta obrysowane konturówką o trzy tony ciemniejszą od szminki. Tak przecież nie może wyglądać pisarka, nie tak wyobrażam sobie prawdziwą diwę literatury. A jednak, znów stereotypy trzeba schować do kieszeni, w końcu na Nobla trzeba sobie zasłużyć (rzekomo).

Tak więc „Niziny” zgarnęłam, przeczytałam pierwszą stronę i wpadłam. Wpadłam jak śliwka w kompot, zakochałam się jak w Doris Lessing i odtąd te krzykliwe usta traktuję jak swoje.

„Niziny” to obraz dzieciństwa autorki, dzieciństwa spędzonego w Banacie – rumuńskiej wsi zamieszkanej głównie przez Niemców. To zarazem debiut autorki, który przyniósł kilka nagród, i zakaz publikowania. Jest to proza szorstka, przenikliwa i miejscami ostra, to „Dolina Issy” pisana językiem Hanny Krall. Krótkie zdania mówiące więcej niż całe paragrafy, i chociaż brak w nich komentarza, oceny sytuacji to doskonale „szkicują” świat dzieciństwa Muller.

To widziany oczyma dziecka świat ludzi bez wrażliwości, bez wyższych uczuć, dla których miłość jest odległym i zupełnie abstrakcyjnym terminem. A zarazem to świat ludzi „normalnych” , jacy są wszędzie, świadczy o tym choćby opowiadanie „Niemiecki przedziałek i niemieckie wąsy”, gdzie na stacji brak nazwy miejscowości, bo to równie dobrze może być każda wieś, ludzie wszędzie są podobni i nikt nie pragnie wyróżniać się z tłumu. Wszyscy chcą mieć niemiecki przedziałek i niemieckie wąsy.

Zapomniałam dodać, że jest to zbiór opowiadań, ale układają się w całość tak idealnie, że zupełnie tego nie odczułam. Cały zbiór mógłby być jednym wielkim źródłem cytatów:

„Łodygi traw są zielone aż do przejrzystości. Kiedy się przez nie patrzy widać jak kruche jest lato.”

Albo to:

„Ptak znika w wiadrze z wrzątkiem. Babcia wyciąga go za nogi. Pióra są teraz mokre i robią wrażenie rzadkich. Babcia zanurzyła w wodzie ptaka, a wyciąga poprzecieraną wełnianą skarpetę, z głową, która nie chce zamknąć oczu. Wyrywa pióra z porów żółtej skóry i wrzuca je do wody. Opadają na dno. Niektóre pływają przy ściance wiadra, pływają w kółko, jakby czegoś szukały. Babcia wycina pokrywkę w piersi. Podnosi ją. Z piersi paruje i pachnie ciepłem na wpół strawionymi żabami. W cienkim, przezroczystym wolu osadził się zielony muł ze stawu. Jutro jest niedziela i kiedy wybije południe, na talerzu przede mną będzie leżało serce i skrzydło. Piękna niedziela, smacznego.”

Herta Muller, Niziny, Wydawnictwo Czarne, Wołowiec 2006, s. 41-42

wtorek, 17 listopada 2009
Czas postu, czas uczty

Był czas postu w mym czytelnictwie i nieuchronnie nadszedł czas uczty - pożeram jedną książkę dziennie, strzelam przeczytanymi książkami jak z karabinu maszynowego. I chociaż niby na czytanie czasu nie przeznaczam za dużo to stosik książek oczekujących maleje, maleje.

Gorzej idzie mi pisanie recenzji, bo "Auto da fe" wpędza w obłęd i na razie odłożyłam na później, przeczytałam też "Niziny" Herty Muller, "Przepiórki w płatkach róży", "Dom z papieru" i "Na plaży Chesil". Całkiem możliwe, że kiedy w końcu zasiądę do recenzowania to treść przeczytanych książek zleje mi się w jedno i opiszę historię małżeństwa budującego dom z książek nad morzem, małżeństwa, które nie porozumiewa się słowami a uczucia wyraża za pomocą ugotowanych potraw. To może ja już pójdę czytać.

A oto stosik, który powoli znika:

Od góry:

"Auto da fe" Eliasa Canettiego

"Dom z papieru" Carlosa Marii Domingueza skończony dziś w nocy, (spać nie mogę to czytam)

poezja księdza Twardowskiego - podtrzymywała mnie na duchu w chwilach największej grozy ostatnich miesięcy

Virginia Woolf "Własny pokój. Trzy gwinee."

"Najdłuższa podróż do domu" Johna Grogana

Skończone już "Przepiórki w płatkach róży"

Michael Ondaatje "Divisadero" - ciekawi mnie nie lada

"Mała doboszka" Johna Le Carre kryminał również przeczytany

"Przygody wojaka Szwejka" - chwilę poleżały na stosiku po czym w przypływie nagłej potrzeby prezentu powędrowały w dobre ręce, więc liczę na bibliotekę

"Dziennik" Virginii Woolf, powolutku, dla smaczku

"Rytuał ostatniej nocy" Wiktorii Płatowej, nawet nieźle się czytało, nie mam poczucia zmarnowanego czasu jak to zwykle przy kryminałach, więc chyba można polecić

"Złodziej wody" Ben Pastor, oddałam bez wyrzutów sumienia.

Jak widać nie ma wśród książek ani jednej bibliotecznej zdobyczy i bardzo skutecznie czyszczę swe półki z jeszcze nie przeczytanych książek, które czekały na lepsze czasy. Oto nadeszły.

 

 

Zakładki:
Aktualnie czytam
Czasopisma
I tu zaglądam
Inni o książkach
Kontakt
Przeczytać!
Przeczytane w 2008
Przeczytane w 2009
Przeczytane w 2010
Wyzwania