Wierni przyjaciele, dobre książki i uśpione sumienie - oto ideał życia Mark Twain
czwartek, 21 stycznia 2010
Przenosiny

Ponieważ blox zniechęcił mnie skutecznie zapraszam tu:

 

http://www.zaulekksiazki.wordpress.com

19:06, ksiazkowo
Link Komentarze (1) »
niedziela, 17 stycznia 2010
"Półbrat" na początek roku

Nowy rok zaczęłam od powieści cięższego kalibru, mianowicie osławionego już przez Chihiro „Półbrata” autorstwa Larsa Saabye Christensena. Czy było warto? Ależ oczywiście – pomimo tego, że książka ma ogromną ilość stron czyta się ją znakomicie. To ogromna saga zawierająca sporo opowieści dotyczących pewnej rodziny zamieszkującej Oslo.


Historia rozpoczyna się w Berlinie gdzie na festiwalu filmowym poznajemy głównego bohatera Barnuma Nielsena – scenarzystę i alkoholika. Barnum nie daje się łatwo polubić, podobnie jak inni bohaterowie książki. Punktem głównym jest nagły powrót zaginionego przed laty brata Freda. I to w momencie otrzymania tej informacji rozpoczyna się historia rodziny, od czasów przedwojennych i wielu lat przed urodzeniem się Barnuma.


Na kartach książki znajdziemy mnóstwo bohaterów - jest prababka Barnuma, która miała szansę na zrobienie kariery w kinie niemym właśnie dzięki przeżytej przez siebie tragedii – podczas wyprawy na Grenlandię zaginął jej ukochany. Ból widoczny w jej oczach potrafił idealnie „grać” uczucia bez wyrażania słów. Jest i babka, pracownica telegrafu samotnie wychowująca córkę, ukrywająca przed rodziną fakt, że została w swej pracy zdegradowana do roli pracownicy stołówki. W końcu matka Barnuma, zgwałcona w dniu zakończenia II wojny światowej. Jest też ojciec scenarzysty, oszust i były cyrkowiec, który powtarza często swemu synowi „najważniejsze jest nie to, co widzisz, tylko to, co ci się wydaje, że widzisz”. Każdy z nich ma pewną skazę, problem z którym nie jest w stanie się uporać co sprawia, że nigdy nie jest w stanie być szczęśliwy. Na dodatek towarzyszy im ciągła niechęć innych ludzi, Barnum jest często dręczony, wyśmiewany i bity przez kolegów ze szkoły.


Aż jednego, pięknego dnia zostaje wysłany przez matkę do szkoły tańca. Od razu zostaje z tej szkoły wyrzucony, jednak zyskuje tam dwójkę przyjaciół – Pedera i Vivian. „Półbrat” jest też historią ich przyjaźni, wspieraniu się i miłości jaką obdarzają się nawzajem.


Wszystko u nich jest na opak, rodzina nigdy nie jest pełna, zawsze brakuje tej drugiej połowy. Mężczyźni znikają tak szybko jak się pojawili a kobiety muszą sobie radzić same najlepiej jak potrafią. Rodzeństwo jest pół-rodzeństwem a dzień, który jest dla wielu przepełniony radością (wyzwolenie spod niemieckiej okupacji) dla rodziny staje się początkiem rodzinnej tragedii. Ciągłe oczekiwanie na nieobecnych – przyjaciółkę, męża, ukochanego staje się sensem życia bohaterów.


To przejmująca historia braterskiej więzi, tęsknoty i poczucia straty. Z kart książki wieje chłodem jak przystało na literaturę skandynawską, przyzwyczaiłam się do tego. Jednak na tyle zaintrygowały mnie miejsca o których mowa, że obiecałam sobie kiedyś odwiedzić Rost – czyż to nie piękne miejsce?

piątek, 01 stycznia 2010
Żadne podsumowanie, takie tam

Nie zajmę się podsumowywaniem roku ponieważ pod względem czytelniczym wypadł on blado, nie sięgnęłam żadnych szczytów ani nie pobiłam żadnego rekordu. Ale to nie o to przecież chodzi. Za to pod względem ważnych wydarzeń rok ten był dla mnie wielce łaskawy – ślub, ciąża, kupno własnego mieszkania. 2010 będzie zdecydowanie bardziej wymagający i trudny, bo i wprowadzanie się i dziecko, także pewnie nie będę pochłaniać książek tomami i obkładać nimi wszystkich półek i parapetów. To właśnie z racji oszczędności staram się kupować ich jak najmniej, i dzięki temu spokojnie mogę obwieścić, że wydarzeniem czytelniczym roku 2009 było ponowne zapisanie się do biblioteki osiedlowej.


Biblioteki w której wyboru książek można dokonać przez przechadzanie się między półkami, głaskanie grzbietów i czytanie przypadkowo wybranych stron. Wystarczyło raz przejść się między półkami by zaraz po zatrzymaniu przy dziale z literaturą skandynawską zobaczyć kilka obowiązkowych pozycji, obowiązkowych do przeczytania oczywiście. Odniosłam wrażenie, że w tej bibliotece po prostu nie ma książek beznadziejnych (tak, skrzętnie omijam dział z kryminałami, których wciąż nie cierpię). Wszystko co dobre dziarsko stoi na półeczkach i uśmiecha się w alfabetycznej kolejności. Od tej pory mam w nosie bibliotekę z internetowym katalogiem, odkryłam radość z przechadzania się po bibliotece w realu, a nie wirtualnym świecie.


Co do książek w 2009 roku, to przeczytałam ich 44, nie za dużo, ale zupełnie jestem z tego zadowolona. Niektórych nawet nie zrecenzowałam ani nie wspomniałam jednak dałam sobie do tego zupełne prawo. Moje typy roku to:


1. Barry Sebastian „The Secret Scipture” uplasowała się zdecydowanie na szczycie listy
2. John Fowles „Kolekcjoner” porywająca książka
3. Khaled Hosseini „Chłopiec z latawcem”, za morze wylanych łez
4. Stefan Zweig „Maria Antonina”, czyta się znakomicie
5. Elif Safak „Pchli pałac”, za poczucie humoru
6. Herta Muller „Niziny”, ale to dopiero początek znajomości z tą Noblistką


Zakładki:
Aktualnie czytam
Czasopisma
I tu zaglądam
Inni o książkach
Kontakt
Przeczytać!
Przeczytane w 2008
Przeczytane w 2009
Przeczytane w 2010
Wyzwania