Wierni przyjaciele, dobre książki i uśpione sumienie - oto ideał życia Mark Twain
Blog > Komentarze do wpisu
"Pożegnanie z Afryką" Karen Blixen

Od zawsze chciałam mieć "chatę za wsią", w której zapominałabym o wszystkich troskach i stresach. Mogłabym tam odciąć się od cywilizacji, leżeć w trawie czytając książki i gotować obiady z warzyw zerwanych prosto z ogródka. Tak właśnie wyobrazam sobie Raj, to miejsce gdzie nigdzie nie trzeba się spieszyć a dzień wypełniony jest ciężką, ale i satysfakcjonującą pracą. O takiej chacie "za wsią" pisze Karen Blixen zaczynając swoja powieść słowami "Miałam kiedyś farmę w Afryce u stóp gór Ngong".

"Pożegnanie z Afryką" jest książką magiczną do której wraca się z przyjemnością, tak jak i ja to uczyniłam. Moje dziewczęce zmagania z prozą Karen Blixen sprawiły, że byłam pod większym wrażeniem "Zimowych opowieści" niż tej afrykańskiej odysei. Dobrze, że swoje wrażenia postanowiłam zweryfikować po pewnym czasie, dzięki czemu spojrzałam na "Pożegnanie..." ze swieżością i chłonnością typową dla nowej intrugującej książki.

Jest to zbiór refleksji i obserwacji pisarki na temat życia w Afryce, plemion i ich zwyczajów, nawyków. Powieść w zupełności autobiograficzna w której autorka podkreśla w każdej chwili swoją fascynację afryką, zarówno przyrodą jak i ludźmi. Dom pisarki wraz z plantacją kawy jest ostoją eurpejskości, cywilizacji, to w nim spotykają sie władze swieckie i kościoła, dobra kuchnia przyciąga znajomych i przyjaciół czujacych się u podnóża gór Ngong jak u siebie w domu. To tu można przeczytać ciekawą książke, podyskutować i poplotkować o wydarzeniach na całym swiecie. To na farmie wlaścicielka stara sie wypróbować nowych metod uprawy czy pozyskiwania węgla.

Jednak jest ważniejszy aspekt zycia na plantacji, obserwowanie zachowań ludzi z plemienia Kikujusów pracujących dla baronowej Blixen. Fascynacja widoczna jest na każdej praktycznie karcie książki, mnoża sie opisy rytuałów, codziennych trosk ludzi z plemienia i ich filozofii życiowej. Co zaciekawiło mnie podejści do winy i kary, dla rodziców małego chłopca skrzywdzonego w przypadkowej strzelaninie nie jest ważne kto ponosi winę za dane wydarzenie, najważniejszym jest by szkodzie stało się zadość. Tak więc nie ważne jest kto ofiaruje im krowę, ważne by tę krowe dostali.

Podobnie rzecz się miała ze zdobyczami cywilizacji takimi jak samochód, który nie robił wrażenia na większości Kikujusów. Ze stoickim spokojem i pewną wyzszościa obserwowali jak samochodami podrózują biali i zupełnie nie odczuwali potrzeby posiadania takiego wynalazku. Pragnęli tylko zdrowych zwierząt, modlili się o deszcz i dbali o swe ziemie.

Wydaje mi się, że wiele moglibyśmy się nauczyć od Kikujusów, którzy z pokorą akceptowali wszystko, co im los przyniesie. Większe przywiązanie do ziemi, mniejszy pośpiech, więcej kontaktu z naturą a bylibyśmy zdrowsi. 

wtorek, 18 sierpnia 2009, ksiazkowo

Polecane wpisy

  • "Półbrat" na początek roku

    Nowy rok zaczęłam od powieści cięższego kalibru, mianowicie osławionego już przez Chihiro „Półbrata” autorstwa Larsa Saabye Christensena. Czy było

  • Żadne podsumowanie, takie tam

    Nie zajmę się podsumowywaniem roku ponieważ pod względem czytelniczym wypadł on blado, nie sięgnęłam żadnych szczytów ani nie pobiłam żadnego rekordu. Ale to ni

  • "Niziny" Herta Muller

    Wzięłam do ręki książkę „Niziny” Herty Muller i zaintrygowała mnie od pierwszego spojrzenia. Ale nie dzięki okładce a zdjęciu autorki znajdującym si

Komentarze
fatalaszekitycia
2009/09/10 16:01:23
Świetna recenzja! Pozdrawiam