Wierni przyjaciele, dobre książki i uśpione sumienie - oto ideał życia Mark Twain
Blog > Komentarze do wpisu
Więcej pokory

Chyba ostatnio jakąś czarną serię książkową przeszłam i odrzucam jedna za drugą. A to "Mnich" mnie denerwował, później "Urania" zniechęciła zupełnie jakimś brakiem pomysłu na konkretną fabułę. Ten pech do książek sprawiał, że i recenzować mi się po prostu nie chciało. Ostatnio jednak odczuwam nawrót ochoty i weny twórczej, tak więc donosze o kolejnej lekturze "Śmierć pszczelarza" Larsa Gustafssona, którą przeczytałam już pewnie z dwa tygodnie temu.

Bardzo piękna książka do przeczytania nawet jednego wieczoru, koniecznie z filiżanką pachnącej kawy w ręku i łagodną muzyką w tle. Chociaż ja miałam ochotę czytać na świeżym powietrzu ogrzewając się w wiosennym słońcu (chociaż jeszcze go nie ma). To historia Larsa Lennarta Westina spisana na kartach pamiętnika podczas ostatniego roku jego życia. Główny bohater, emerytowany nauczyciel spędza czas w swej samotni, z dala od ludzi, którzy nie są mu już potrzebni, z pszczołami i psem. Uczy go to pokory i daje siłę na trwanie w bólu, zmaganie się z nim, czy wręcz zaprzyjaźnianie się. Ból sprawia, że docenia on inne rzeczy.

"I co rano ten sam strach, że te bóle powrócą. Przez całą zimę dręczyły mnie bóle. Obecnie cierpię dokładnie tak samo ze strachu przed bólem." (str. 56-57)

"Raj? Wszystko to właśnie przeżyłem. Raj musi polegać na tym, że dopóki nie mamy żadnych bólów, żyjemy w raju! I nie zauważamy tego! Szczęsliwi i nieszczęśliwi żyją w tym samym świecie, i nie widzą tego!" (str. 101)

Notatniki są taką próbą uporządkowania jego życia, zrozumienia tych właśnie niedokończonych wydarzeń, i niedopowiedzianych słów. Opisuje on swe relacje w kobietami, przyjaciółmi, rodziną - nie oczekiwał zbyt wiele, dlatego niewiele dostał. A może właśnie dostał bardzo dużo. Pamiętnik ten poza zupełnie prozaicznymi notatkami z codzienności zawiera jakby taką spowiedź, rozliczenie z tym co było i co minęło. To dowód na zupełne pogodzenie się z życiem, z tym jak ono wygląda i boli. Lars wspomina wszystko to, co w życiu mu się udało, co było dla niego ważne i do czego warto wracać. I chociaż np. małżeństwo zakończyło się rozwodem to jednak nie ma on żalu do nikogo, godzi się na życie w każdej formie. Wkurzałam się na niego za tę jego pozorną bierność, obruszałam jednocześnie zdając sobie sprawę, że znalazł on spokój do którego warto dążyć.

"Nadzieje jest niemal równie ciężka jak to drugie. Ale człowiek przywykł bardziej mieć nadzieję i bać się, niż znajdować się w środku tego, na co miał nadzieję albo czegoś się bał. Czego się nauczyłem: że nie ma żadnego rzeczywistego wyjścia z życia. Można tylko odsunąć rostrzygnięcie, zręcznością lub podstępem. Ale nie istnieje żadna droga wyjścia. Jest to całkiowicie zamknięty system, i przy wyjściu jest tylko śmierć." (str. 100)

Taka trochę magiczna książka, nie ma tu wartkiej akcji, jednak czyta się gładko i szybko. "Śmierć pszczelarza" przypomina o śmierci i nakazuje zapomnieć o błahostkach, stresie i nerwach powodowanych rzeczami zupełnie nieistotnymi. Wskazuje proste życie jako dobrą drogę do zachowania pogody ducha w każdych okolicznościach.


Lars Gustafsson, Śmierć pszczelarza, Czytelnik, Warszawa 1982,

piątek, 23 stycznia 2009, ksiazkowo

Polecane wpisy

  • "Półbrat" na początek roku

    Nowy rok zaczęłam od powieści cięższego kalibru, mianowicie osławionego już przez Chihiro „Półbrata” autorstwa Larsa Saabye Christensena. Czy było

  • Żadne podsumowanie, takie tam

    Nie zajmę się podsumowywaniem roku ponieważ pod względem czytelniczym wypadł on blado, nie sięgnęłam żadnych szczytów ani nie pobiłam żadnego rekordu. Ale to ni

  • "Niziny" Herta Muller

    Wzięłam do ręki książkę „Niziny” Herty Muller i zaintrygowała mnie od pierwszego spojrzenia. Ale nie dzięki okładce a zdjęciu autorki znajdującym si

Komentarze
2009/01/23 23:31:08
dla mnie to była książka wielka i niezapomniana, od roku trzymam ją wśród najlepszych, zachwyca mnie zgęszczona prostota tego pisania, no i sprawa wielka...
pogodził się z życiem i ze śmiercią, bo chyba osobno nie da się pogodzić z jednym albo z drugim...
Gustafsson z tym swoim skromnym stylem to jednak pisarz bardzo dobry i nie przypominam sobie takiej kondensacji pisania o chorobie...
nie spotkałam nikogo, kto by to czytał, więc bardzo Ci jestem wdzięczna :)
nic nie napisałam u siebie w biblioteczce o nowym czytaniu literatury pięknej, czytałam tylko podręcznik do pamięci(!) , a to tutaj: opisy.wordpress.com
jeśli chcesz, zapraszam
-
Gość: mary, *.rev.inds.pl
2009/01/24 13:15:58
coś czego nie znałam, dzieki