Wierni przyjaciele, dobre książki i uśpione sumienie - oto ideał życia Mark Twain
Blog > Komentarze do wpisu
Drzewka pomarańczowe...

 

 

Jak ja uwielbiam leniwe weekendy! Tym razem postanowiliśmy ominąć imprezy i wszelkie spotkania towarzyskie i spędzić weekend we dwójkę. Dzięki temu udało mi się skończyć parę lektur i zacząć czytać prezenty:) Błogo, leniwie i cudnie. Jak dodam, że w bibliotece czeka na mnie kilka książek do odebrania to aż chce się krzyczeć: "Jak ja uwielbiam poniedziałki!"

A oto i recenzja.

Napisana przez Kathryn Harrison, amerykańską dość młodą pisarkę książka "Tysiąc drzewek pomarańczowych" raczej mnie straszyła niż przyciągała. Było niezwykle trudno zacząć i czytanie tego potoku opisów życia w Hiszpanii objętej Wielką Inkwizycją nie sprawiło, że zagłębiłam się w książkę w wielką ochotą. To historia dwóch kobiet, Franceski która jest córką hodowcy jedwabników i Marii Luizy, królowej Hiszpanii. Ich losy okazują się być bliższe niż im się wydaje a to co dało życie Francesce, przyniosło zgubę Marii Luizie. 

Czułam wręcz wstręt do króla odżywiającego się wyłącznie przegotowanym mlekiem mamek bądź pijącego krew z ran na stopach cudownej dziewczynki. W tej kwestii szereg opisów tak lubianych przez panią Harrison był niezwykle skuteczny.

Podobnie z opisem cierpień jego żony, jej samotnością i tęsknotą za krajem lat dziecinnych. Te dwie postaci są wyraziste na tyle by móc odczuwać wobec nich pewne uczucia. Jednak wielkim rozczarowaniem jest dla mnie postać narratorki i zarazem głównej bohaterki powieści, Franceski. Pomimo tego, że niewątpliwie jest ciekawszą osobą a jej romans i wielka miłość do księdza wydaje się być intrygująca i tajemnicza to jednak nie możemy poznać i przeanalizować ich pobudek z taką dokładnością z jaką opisywana jest królowa. Być moze to celowy zabieg autorki, aby przybliżać postać Króla i Królowej za pomoca opisów ich charakterów a Franceski i Alvara za pomocą ich działań. Być może właśnie ci władcy mogący robić wszystko czego dusza zapragnie są jakby sparaliżowani, czują niemoc. Franceska, mająca tak niewiele nie waha się przed czynami które mogą doprowadzić ją do zguby.

Odniosłam wrażenie, że autorka posługuje się banalnymi porównaniami. Przykładem niech będzie to o ptaszkach hodowanych przez francuskie hrabiny, ktore wydawaly fortunę na złote klatki, karmę dla swych małych oblubieńców, upijały je alkoholem by piękniej śpiewały. Wszystko na nic, bo z dala od wolności umierały jedno po drugim. Jakoś zbyt oczywistym jest, że podobny los spotyka królową Marię Luisę. Jest tam takich banalnych historyjek kilka, jednak z czasem uległam takiemu baśniowemu snuciu opowieści. I chociaż książka jest li tylko poprawna to podobno przez sen przepraszałam swego lubego, że nie uratowałam królowej. Tak to się dzieje jak człowiek za bardzo żyje literaturą.      

Moja ocena: 4/6

poniedziałek, 08 grudnia 2008, ksiazkowo

Polecane wpisy

  • "Półbrat" na początek roku

    Nowy rok zaczęłam od powieści cięższego kalibru, mianowicie osławionego już przez Chihiro „Półbrata” autorstwa Larsa Saabye Christensena. Czy było

  • Żadne podsumowanie, takie tam

    Nie zajmę się podsumowywaniem roku ponieważ pod względem czytelniczym wypadł on blado, nie sięgnęłam żadnych szczytów ani nie pobiłam żadnego rekordu. Ale to ni

  • "Niziny" Herta Muller

    Wzięłam do ręki książkę „Niziny” Herty Muller i zaintrygowała mnie od pierwszego spojrzenia. Ale nie dzięki okładce a zdjęciu autorki znajdującym si