Wierni przyjaciele, dobre książki i uśpione sumienie - oto ideał życia Mark Twain
Blog > Komentarze do wpisu
Dzień języka polskiego

 

 ,

Przez długi czas miałam wyrzuty sumienia, że wszystkie anglojęzyczne książki stojące u mnie na półce były tak potwornie zaniedbywane. Słucham jednak dziś Trójki gdzie „świętują” dzień języka polskiego i czuję się zupełnie usprawiedliwiona z czytania głównie w języku polskim. Każdy ze specjalistów językoznawców podkreślał jak ważne i istotne jest czytanie dobrej literatury w ojczystym języku i jak bardzo wzbogaca to zasób słów jaki posiadamy. Tak więc od dziś nie nazwę tego lenistwem tylko troską o jakość mojego ojczystego języka.

A tak naprawdę to nie wiem co jest tak odstręczającego w czytaniu w języku angielskim, zawsze i wszędzie powtarzałam swoim uczniom, że najważniejsze żeby czytać w danym języku. Z trudem i mozołem, ale jednak czytać. I jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki, przestałam. Mogę wymienić kilka argumentów: tyle fajnych rzeczy po polsku czytam, że ciągle odkładam angielskie książki, na wersji obcojęzycznej muszę się bardziej skupić, no i co nieco sprawdzać w słowniku co jest bardziej czasochłonne.

Ostatnio postanowiłam przełamać passę i wzięłam się w końcu za ‘Three Men in a Boat (To Say Nothing of the Dog)’ autorstwa pana Jerome K. Jerome. Od 1889 roku, kiedy to książka została wydana wyzwala mnóstwo radości i wybuchów śmiechu wśród czytelników. Osobiście uwielbiam ten humorystyczny styl i satyrę pana Klapki (tak, to K w środku to Klapka). Książka tak naprawdę miała na celu być takim przewodnikiem po miastach i miasteczkach nad Tamizą. Przytaczane historyjki przeplatane są tu informacjami z historii Anglii i opisami zabytków znajdujących się nad Tamizą. Wszystko dzieje się wokół wyprawy trzech przyjaciół Harrisa, Georga i narratora, którzy w poszukiwaniu odmiany wybierają się na rejs po Tamizie. Książka pełna jest anegdot, humorystycznych opowiastek i śmiesznych przygód bohaterów i okraszona doskonałym wręcz specyficznym angielskim humorem.

„Trzech panów w łódce” to klasyka, którą trzeba znać. A tym, którzy wersję oryginalną chcą omijać szerokim łukiem powiem tylko, że tłumaczenie na język polski jest po prostu mistrzowskie!

poniedziałek, 10 listopada 2008, ksiazkowo

Polecane wpisy

  • "Półbrat" na początek roku

    Nowy rok zaczęłam od powieści cięższego kalibru, mianowicie osławionego już przez Chihiro „Półbrata” autorstwa Larsa Saabye Christensena. Czy było

  • Żadne podsumowanie, takie tam

    Nie zajmę się podsumowywaniem roku ponieważ pod względem czytelniczym wypadł on blado, nie sięgnęłam żadnych szczytów ani nie pobiłam żadnego rekordu. Ale to ni

  • "Niziny" Herta Muller

    Wzięłam do ręki książkę „Niziny” Herty Muller i zaintrygowała mnie od pierwszego spojrzenia. Ale nie dzięki okładce a zdjęciu autorki znajdującym si

Komentarze
lilithin
2008/11/11 14:57:59
To prawda, wersji obcojęzycznej trzeba poświęcić więcej uwagi. Ja mam tak, że jak przeczytam kilka książek po polsku pod rząd, to jakoś tęsknię za angielskim. A jak czytam po angielsku, to czasami marzę o powieści w ojczystym języku ;) Podobno czytanie w oryginale najlepiej oddaje klimat książki. Nie wiem, myślę, że wiele tu zależy od tłumacza. Pamiętam dreszcz grozy widząc polskie wydanie "O pięknie" Zadie Smith, w którym 'eyeano' (I don't know) brzmiało mniej więcej jak: 'nieeeeem'.
-
2008/11/12 16:23:40
podobno są dwa tłumaczenia, ja mam to mistrzowskie, wielbię tę książkę, która zawsze poprawia mi nastrój:)