Wierni przyjaciele, dobre książki i uśpione sumienie - oto ideał życia Mark Twain
Blog > Komentarze do wpisu
"Długa droga w dół"

 

Ostatnie dni spędzam walcząc z bólem, nie jakimś tam bólikiem tylko takim kolosem co to zwala z nóg, odbiera chęć do życia i wyciska łzy. Z reguły tabletki przeciwbólowe nie działają ale jak w końcu uda mi się jakoś nafaszerować odpowiednio mocno i nie zasnąć, to czytam. A ponieważ domownik, sztuk jeden, nie oczekuje ode mnie niczego prócz zwyczajnego i w miarę zadowolonego wyrazu twarzy, czytam bez wyrzutów sumienia. I tak udało mi się skończyć Nicka Hornbiego, a dokładniej rzecz biorąc jego „Długą drogę w dół”. Nie wiem czy można to nazwać najlepszym dziełem tego pisarza, ale zadowoliło mnie w zupełności.

W radosny dzień Sylwestra na piętnastopiętrowym dachu Domu Skoczka spotykają się cztery osoby, każdy z zamiarem popełnienia samobójstwa. Droga jaką przebyli przed wejściem na dach jest zupełnie inna, jednak cel mają wspólny. Jedyne czego nie wzięli pod uwagę jest to, że w taką noc i inni zechcą skorzystać z, bądź co bądź, najpopularniejszego miejsca dla samobójców w Londynie. A ponieważ droga w dół jest rzeczywiście długa a oni tylko czekają na jakiś pretekst do pozostania przy życiu wszyscy czworo postanawiają zejść na dół. Schodzą w poszukiwaniu Chasa, pierwszego chłopaka jednej z bohaterek.

Książka ma czterech narratorów, niedoszłych samobójców opisujących swoją wersję wydarzeń. Ta czwórka to Martin, Jess, Maureen i JJ.
Martin to eks-prezenter telewizji śniadaniowej, który dokumetnie spieprzył sobie życie. Za seks z piętnastolatką został skazany na kilka miesięcy więzienia. Pociągnęło to za sobą rozstanie z żoną i dwójką dzieci, totalną kompromitację w mediach i utratę pracy. Sam Martin nie ma wątpliwości co do swej winy i nie oczekuje specjalnego zrozumienia, po prostu postanawia się zabić.

Jess to córka ministra oświaty, dzika i nieokrzesana nastolatka porzucona przez swego pierwszego łóżkowego faceta. Ma w nosie swoje wykształcenie i mocno buntuje się przeciwko wszelkim konwenansom. Co więcej, każda jej wypowiedź obraża ludzi wokół a ona ma problemy z przystosowaniem się. Taka typowa rozwrzeszczana angielska nastolatka, której nieobce są narkotyki i mocno zakrapiane alkoholem imprezy.

Maureen, niby głęboko wierząca katoliczka, jest matką niepełnosprawnego syna. Całe życie poświęciła opiece nad nim dla siebie pozostawiając uczestnictwo w nabożeństwach i mszach. Jednak jej chęć targnięcia się na swoje życie jest wyrazem totalnego zwątpienia i rezygnacji. Maureen to bardzo spokojna kobieta, której przekleństwa i problemy Jess nie mieszczą się w głowie.

JJ to Amerykanin, eks-muzyk, któremu nic w życiu nie wyszło. Rozstał się z kapelą i swa dziewczyną i okazało się, że nic innego w życiu robić nie potrafi, pozostało mu jedynie rozwożenie pizzy. Nie potrafi ogarnąć się ani odnaleźć, brak mu wykształcenia i umiejętności innych niż granie rocka. I chociaż zdaje sobie sprawę z tego, że jego pobudki są błahe nie bardzo wie co mógłby zrobić ze swym życiem.

Ta czwórka postanawia sobie dać trochę czasu i poczekać z samobójstwem do Walentynek. Zaczynają się systematycznie spotykać po tym jak Jess opowiada prasie o ich próbie samobójczej i rzekomym uratowaniu przez anioła o wyglądzie Matta Damona. Bohaterowie pochodzą zupełnie z innych środowisk, nie mają ze sobą prawie nic wspólnego a ich wakacje spędzone razem to pasmo kłótni i nieporozumień. Jednak nie pozostaje im nic innego jak trzymać się siebie nawzajem i wspierać w każdy, nawet najdziwniejszy, sposób. Całość śmieszna i zabawna, taka terapeutyczna opowiastka z morałem. Napisana bardzo zgrabnie i pozbawiona wszelkiego nudnego moralizatorstwa i nadęcia. Bo choćby nie wiadomo jak było źle to jednak można znaleźć iskierkę nadziei na wybrnięcie z każdej sytuacji. Podobnie z moim bólem: w końcu przeczytałam książkę:)

niedziela, 02 listopada 2008, ksiazkowo

Polecane wpisy

  • "Półbrat" na początek roku

    Nowy rok zaczęłam od powieści cięższego kalibru, mianowicie osławionego już przez Chihiro „Półbrata” autorstwa Larsa Saabye Christensena. Czy było

  • Żadne podsumowanie, takie tam

    Nie zajmę się podsumowywaniem roku ponieważ pod względem czytelniczym wypadł on blado, nie sięgnęłam żadnych szczytów ani nie pobiłam żadnego rekordu. Ale to ni

  • "Niziny" Herta Muller

    Wzięłam do ręki książkę „Niziny” Herty Muller i zaintrygowała mnie od pierwszego spojrzenia. Ale nie dzięki okładce a zdjęciu autorki znajdującym si

Komentarze
ju.k
2008/11/04 20:57:53
Ciekawa jestem jakie emocje towrzyszą bohaterom książki, a także jakie towarzyszyły Tobie przy jej lekturze ? ;) Bo temat mimo wszytsko wydaje się dość poważny.
-
ksiazkowo
2008/11/06 09:02:44
Dobre pytanie:) Bohaterowie nie byli tak do końca zdeterminowani, żeby się zabić. Pewnie tak też i w życiu jest, samobójcy tylko czekają na to, żeby ktoś im w tym przeszkodził, stąd telefony do bliskich, itp. Nie wiem, nie sprawdzałam:) Co do moich wrażeń: tak mnie bolało, że aż dobrze było czytać, że ktoś ma gorzej;)
-
Gość: monie_pl, *.hsd1.wa.comcast.net
2008/11/15 20:31:25
Wrzuciłam na moją listę potencjalnych lektur, a może nawet poczytamy ją w moim internetowym klubie książki, bo wydaje się że byłoby o czym dyskutować.
Pozdrawiam.